ministry - hopiumforthemasses

Ministry – HOPIUMFORTHEMASSES

2024, płyty Autor: Danny Neroese mar 02, 2024 Brak komentarzy

Pod względem muzycznym ostatnie tygodnie minęły mi pod znakiem industrial metalu i rocka, a zwłaszcza tych albumów, które zostały wydane w latach dziewięćdziesiątych. Począwszy od twórczości Ministry czy Fear Factory, kończąc na takich zespołach jak Chemlab, Acumen Nation lub Misery Loves Co. Ostatnia dekada zeszłego wieku jest bez wątpienia złotym okresem dla wyżej wymienionych kapel oraz ogólnie tego nurtu metalu. Złotym okresem, który prędko – o ile w ogóle – się nie powtórzy. Dlatego też puszczając sobie najnowsze wydawnictwo Wujka Ala, nie robiłem sobie za wiele nadziei. Czy mógłbym rzec w takim razie, że mało oczekiwałem, a i tak się zawiodłem? 

Mniej więcej od premiery „Relapse” jedyna emocja, jaką wzbudzają we mnie wieści o nowym materiale Ministry, to zaskoczenie. Zaskoczenie, że się im jeszcze chce, bo właśnie od tamtego czasu każdy kolejny album brzmi dla mnie tak samo. „HOPIUMFORTHEMASSES” ani przez chwilę nie stara się być chociaż w najmniejszym stopniu nieprzewidywalne. Gdyby ktokolwiek wybrał kilka utworów z pięciu ostatnich płyt zespołu (z tą włącznie) i podał nieświadomemu słuchaczowi, ten na sto procent nie domyśliłby się, że zostały one tak dobrane. To, co słyszałem na „Relapse” czy „AmeriKKKant”, słyszę też tutaj: minimalna ilość elektroniki, sample z różnych przemówień polityków czy aktywistów i wokal Jourgensena przepuszczony przez parę efektów. 

Lirycznie też mamy tutaj ten sam standard – poruszane są bieżące tematy społeczno-polityczne. „Aryan Embarrassment” czy „Just Stop Oil” są tego chyba najlepszymi przykładami. Same tytuły już dużo mówią o tym, czego możemy się spodziewać, jeśli chodzi o słowa użyte w tekstach. Na dobrą sprawę jedynym utworem, który wywarł na mnie umiarkowanie pozytywne wrażenie, jest jeden z singli – „Goddamn White Trash”. Jest w nim jakieś minimum przyzwoitości i energii, która definiowała kiedyś Ministry. Nie miałem również większego problemu z powrotem do przesłuchania tego kawałka, czego nie mogę powiedzieć o reszcie albumu. Oprócz standardowego już utworu z tytułem, który zawiera w sobie słowo „TV”, możemy tu również znaleźć cover „Ricky’s Hand” Fad Gadget (swoją drogą polecam; świetny projekt z lat osiemdziesiątych łączący trochę eksperymentów i synthpopu). Co ciekawe, w tym ostatnim właśnie możemy usłyszeć więcej elektroniki aniżeli przez całe „HOPIUMFORTHEMASSES” i „Moral Hygiene”.

Przebrnięcie przez ten album nie stanowiło ogólnie problemu: wpada jednym uchem, a wypada drugim. Nie zrozumcie mnie też źle – to nie tak, że to wydawnictwo jest słabe samo w sobie. To znaczy, trochę jest, ale jako płyta Ministry. Pod każdym innym względem „HOPIUMFORTHEMASSES” jest dla mnie po prostu płaskie, pozbawione wyrazu i szare. Nie jest to coś, co bym wyłączył, gdyby ktoś puścił mi to w radiu, mogłoby grać, ale nic poza tym. Nie bolały mnie po tym uszy, nie miałem kaca moralnego, nie. To po prostu kolejny taki sam album Ala Jourgensena i nic więcej. On sobie jest, a już za rok, będzie go można dostać w cenie 30 zł na Giełdzie Płytowej w Katowicach, obok albumu SETI i Batushki Krysiuka.

Podobało się? Rozważ postawienie mi kawy!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Autor

Danny Neroese

Nie przepada za mówieniem o sobie. Ekscentryk i samotnik. Ceni swój wyjątkowy gust muzyczny.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *