cozy moss - wołanie

Cozy Moss – Wołanie

Debiutancki album warszawsko-berlińskiego duetu to próba połączenia poetyckich improwizacji z melancholijnymi brzmieniami z okolic trip hopu i witch house’u. Dodajcie do tego okładkę przywodzącą na myśl „Miasteczko Twin Peaks”, a już powinniście wiedzieć, dokąd zmierzamy.

Nastrojowej elektroniki nigdy za wiele. A Cozy Moss od razu zwraca uwagę oryginalnym przemieszaniem trapowych pogłosów, klawiszowego transu i ekspresyjnego wokalu Klaudii Miłoszewskiej, która współtworzy ten duet razem z Maciejem Skoczyńskim. Przygotowanie debiutanckiego krążka chwilę im zajęło, bo ich pierwszy koncert odbył się w 2017 roku.

Efekt końcowy wyszedł jednak na tyle udany, że opłacało się czekać.

Muzycy podkreślają, że „Wołanie” to materiał w większości improwizowany. Nadaje mu to eksperymentalnego charakteru, ale w żadnym razie nie oznacza, że kompozycje nie są odpowiednio przemyślane czy zróżnicowane. Udowadnia to już efektowny utwór tytułowy, który jest jak emocjonalny rollercoaster. Odpowiednio narastająca dramaturgia, leśne wyciszenie i potężna zmiana klimatu na koniec… Na dodatek do wagonika wsiada z nami gościnnie Paveu Ostrovsky z Decadent Fun Club, który wzbogacił „Wołanie” wokalizami i doskonale koresponduje na polu głosowym z Klaudią Miłoszewską. Cały kawałek trwa ponad siedem minut, ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby rozciągnąć go o drugie tyle.

Na szczęście reszta albumu nie oferuje wcale mniej atrakcji. „Dymy” to już rzecz bardziej wyciszona, nieco triphopowa, ale ponownie podkreślająca talent Cozy Moss do budowania atmosfery i miarowego rozbudowywania swoich kompozycji (choćby o trapowe pogłosy, które wracają jeszcze np. w „Staję się”). Czasem do głosu dochodzi też więcej niepokoju, jak w singlowym „Płonę” (to podobno jedyny kawałek, który nie był wokalną improwizacją). Doczekał się też klipu przywodzącego na myśl „SOS” Portishead. Najmniej mrocznie robi się z kolei w balladowym „Jeśli”.

Pewnie miałby nawet szansę wybić się popularnością poza nasze hipsterskie nisze.

Zestaw uzupełniają trzy instrumentale, z których najbardziej urzekł mnie klawiszowy „Vice”. W tym miejscu należy pochwalić produkcję Kuby Korzeniowskiego, który zadbał o to, by debiut Cozy Moss wciągał w swój odrealniony, brzmieniowy świat. Jeśli jeszcze wystarczająco was nie namówiłem, by usłyszeć to „Wołanie”, to odpalcie sobie poniżej kameralny koncert zarejestrowany w siedzibie Requiem Records.

Podobało się? Rozważ postawienie mi kawy!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor. Współpracował m.in. z portalami CD-Action, Stopklatka i Antyradio. Po godzinach pisze opowiadania cyberpunkowe i weird fiction. Zafascynowany chaotycznym życiem szczurów.

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

0 komentarzy do "Cozy Moss – Wołanie"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *