Soft Cell – The Art of Falling Apart

Była kiedyś na złym fejsbuku taka gra, w sumie chyba jedyna w miarę sensowna: SongPop. Zasady proste jak w znanym teleturnieju Roberta Janowskiego: wybieramy kategorię, zapraszamy znajomych i już po chwili tracimy do nich resztki szacunku, bo nie rozróżniają Depeche Mode od Pet Shop Boys, a The Cure kojarzy im się tylko z „Friday I’m in Love”. Pamiętam jednak, że najbardziej przeraziło mnie co innego: kiedyś bowiem w kategorii „One hit wonder” usłyszałem… „Love Will Tear Us Apart” Joy Division.

Czyli według mainstreamu Ian Curtis to artysta jednego kawałka.

No ale to tylko odosobniony przypadek: Joy Division jednak większość ludzi kojarzy, a wielu nawet szanuje i docenia. O wiele gorszy mainstreamowy los spotkał Soft Cell: kapelę, którą nie tylko powszechnie uważa się za nieszczęsny „łan hit łonder”, lecz także za ów hit uznaje się cover Glorii Jones. Jakby Soft Cell nie mieli dość wspaniałych, autorskich kompozycji…

…i narzekam dalej. Ludzie kojarzą Soft Cell wyłącznie z coverem, który samplowała potem Rihanna, a nie zdają sobie sprawy, że „Memorabilia” położyła podwaliny pod techno. Że „Non-Stop Ecstatic Dancing” było nie tylko jednym z pierwszych remix albumów w historii, lecz także jednym z pierwszych brytyjskich wydawnictw house’owych (bez skrzypiec w tle), do tego z innowacją w postaci tzw. scratchy. Mało. Już po rozpadzie Soft Cell, Marc Almond prowadził pełną artystycznych odjazdów karierę solową, w której było miejsce i dla wielkich przebojów, i dla tras koncertowych po Syberii, jak i dalekich od mainstreamu interpretacji piosenek Jacques’a Brela (którego możecie kojarzyć np. z piosenki, która w interpretacji Jacka Kaczmarskiego nazywa się „Pijak”).

Ale najważniejsze: cała płyta „Non-Stop Erotic Cabaret” jest fantastyczna i wcale nie powiedziałbym, że „Tainted Love” to słusznie najbardziej znany z niej kawałek. Mało tego, kolejne dwie płyty Soft Cell też są fantastyczne! Zwłaszcza „The Art of Falling Apart” – dlatego o niej Wam opowiem. Fantastyczna nie jest tylko „Cruelty Without Beauty”, nagrana po chwilowej reaktywacji duetu w 2002 roku. Trzymajcie się od niej z daleka. Najlepiej zapomnijcie, że w ogóle o niej wspominałem.

Przyznam za to uczciwie, że „The Art of Falling Apart” miało święte prawo polec pod względem komercyjnym.

Wybrany na pierwszy singiel „Where the Heart Is” to mdła i nudna pioseneczka niby w sam raz do radia, ale jednak… To takie „Say Hello, Wave Goodbye” obdarte z całej przebojowości. Bo niby są tu dalej syntezatory czy ładna zagrywka na flecie, ale całości brakuje duszy. Gorszy od tego utworu jest tylko „Kitchen Sink Drama”. Jestem wychowany w tradycji słuchania muzyki albumowo i nawet jeśli jakieś utwory lubię nieco mniej, słucham ich w oczekiwaniu na te lepsze, ale dramat kuchennego zlewu to nawet dla mnie za dużo. „The Art of Falling Apart” słyszałem już setki razy, ten utwór… Zaledwie parę.

Dla odmiany drugi singiel z tego krążka, „Numbers”, to już absolutna perełka. Od tego pierwszego basowego brzdąknięcia aż po psychodeliczną wyliczankę „Body one, body two, body three, body four…” Ale właśnie. Jeśli przyjrzymy się tekstowi, zaczniemy rozumieć, czemu to nigdy nie mógł być przebój na miarę „Tainted Love”.

numerki
kim jest osoba, obok której się dziś obudziłeś?
gdybyś był trochę starszy
wiedziałbyś, że musisz zapłacić
cóż, może już to wiesz
ale dostrzegłeś, że to tobie płacą
czy zastanawiałeś się, w którym miejscu miłość cię zawiodła?

numerki
nie mów mi swojego imienia, nie chcę go znać
i nie zapomnij zabrać pamiątek, gdy będziesz wychodzić
wszystko, co dobre, musi się skończyć
a mnie nigdy nie wychodziły pożegnania
ponieważ gdy się żegnam, dzieją się głupie rzeczy
i zawsze płaczę

numerki
strasznie ostatnio schudłeś, jesteś na speedzie?
(nie, to numerki)
widziałeś swoją twarz? naprawdę musisz się zapuścić
(bawiąc się w numerki)
pracujesz od dziewiątej do piątej
i nigdy nie znasz ich imion
ponieważ one każdego urzeczywistniają
a w tych zabawach nie ma prawdziwych ludzi

Cały Marc Almond…

A już zaraz po „Numbers” dostajemy „Heat”, który doskonale wprowadza w klimat najmroczniejszych dzielnic miasta, podejrzanych imprez i nieciekawych osobników obojga płci – czyli znowu to, co zachwycało na debiucie. Jeszcze mroczniej robi się w „Baby Doll”, gdzie nawet pozornie ładny i wesoły wokal Almonda wywołuje ciarki na plecach. Zwłaszcza w niewinnym refrenie… Skontrastowane z kopulacyjnym stękaniem, samplami i wokalizami w tle, wszystkie te elementy budują atmosferę rodem z horroru. Jeszcze ta psychodeliczna końcówka… Soft Cell w najbardziej szalonym wydaniu. Tak też kończą całą płytę: tytułowy „The Art of Falling Apart” to zwariowany almondowy kabaret z samplerową sieką, syntezatorowym terrorem i opętańczym śpiewem Marca. Po raz kolejny tekst zdaje się odsłaniać w tym szaleństwie jakąś metodę:

Falling through at the seams
Living life in a dream
Even smiles make a lie
And I smile all the time

I’m skilled at the art of falling apart

Może gdyby nieco inaczej dobrać single… Dobre otwarcie to połowa sukcesu, pamiętacie?

„Forever the Same” to jeden z najlepszych otwieraczy, jakie znam.

Nie dość, że od razu wpada w ucho i przykuwa uwagę bogactwem aranżacji (i nawet te trąbki wcale nie są tak obciachowe), to jeszcze udowadnia, że Marc Almond wciąż jest mistrzem tekściarstwa z dziedziny codziennych frustracji i rozczarowań tzw. „normalnym”, dorosłym życiem.

on żyje we własnym świecie
on żyje we własnym świecie
musi mieć czas na zabawę myślami
musi mieć czas, by iść
obserwuje rzeczy, które go mijają
i te, których nigdy nie miał
każdy je miał, ale nie on
więc woli żyć we własnym świecie

płacze, kłamie
jest fajny, jest miły
wychodzi w piątkowy wieczór
upija się i wszczyna bójkę
i strada zmysły
i traci widok
bo czasy są ciężkie
a z pieniędzmi cienko
bo żyje pod naciskiem
to on jest winny
życie się nigdy nie zmienia
na zawsze taki sam

on żyje we własnym świecie
ma dziecko, ale o tym nie wie
pragnął miłości, więc pokochał siebie
i cały czas jest zdołowany
on żyje we własnym świecie
żyje we własnym piekle
obserwuje zegar i jak mija czas
patrzy jak życie przemija na linii montażowej
i młodość, której nigdy nie poznał

Jest jeszcze „Loving You, Hating Me”, podniosła ballada miłosna mająca wszystko to, czego zabrakło w „Where the Heart Is”. To kompozycja, która bardzo zgrabnie obrazuje rozdarcie Soft Cell: obok słodkich zwrotek i pięknych refrenów, gdzie Almond ostrzega przed ciemną stroną, której nie chcemy poznać, pod koniec pojawiają się znowu szalone chórki, a klawisze stają się coraz bardziej rozdrgane i niepokojące… Istna muzyczna cyklofrenia (temat kontynuowany na płycie „This Last Night in Sodom”).

Po takiej analizie wszystko staje się proste: Soft Cell nigdy nie miał prawa zostać mainstreamową gwiazdą. Spójrzcie na okładkę tej płyty. Zobaczcie, kto ją wydał. Some Bizzare była mekką dla awangardy w stylu Coila, Psychic TV i Cabaret Voltaire – Soft Cell znaleźli się w tym towarzystwie nie bez powodu. Posłuchajcie tego. Pomijając dwie nieszczęsne mielizny, to nie jest muzyka skrojona dla mas.

To wszystko jest zbyt ambitne, zbyt artystyczne i przede wszystkim: zbyt szalone.

Soft Cell mieli talent do genialnych melodii – stąd udało im się jednak sprzedać te 10 milionów płyt – ale zawsze podążali o wiele mroczniejszą, straszniejszą drogą. Taką, przy której mrok Depechów był tylko bezpieczną, chwilową wędrówką w stan melancholii. Almond i Ball nie bali się spojrzeć w oczy szaleństwu. Dlatego ta płyta jest tak wyjątkowa. Pasuje jak ulał na listę ulubionych albumów Trenta Reznora, ale nigdy nie pasowałaby na listy najpopularniejszych płyt lat osiemdziesiątych. Zresztą, gdyby została należycie doceniona i była wciąż pamiętana, w ogóle bym o niej tutaj nie pisał, prawda?

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

0 komentarzy do "Soft Cell – The Art of Falling Apart"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *