8mm – Songs to Love and Die By

Jakoś tak się zabawnie złożyło, że industrialni producenci chętnie pracują ze swoimi żonami. Trent Reznor założył ze swoją Mariqueen How to Destroy Angels, etatowym producentem płyt Curve był mąż Toni Halliday, Alan Moulder, tymczasem Sean Beavan (najbardziej znany ze współpracy z Nine Inch Nails i Marilynem Mansonem) w 2004 roku powołał do życia 8mm ze swoją żoną, Juliette Beavan. Ta para jednak dla odmiany odeszła od industrialu w zupełnie inne rejony.

Muzyka grana przez 8mm to najogólniej rzecz biorąc nastrojowy trip hop.

Nie ma tu żadnych eksperymentów z elektroniką ani gitarowego koszenia. Jest za to subtelna produkcja i miły dla ucha głos Juliette. Ciężko uniknąć porównań do Massive Attack czy Portishead, za sprawą wokalu może przychodzić na myśl też np. Elysian Fields. Muzyka uderza w filmowe klimaty, a i państwo Beavanowie chętnie trzymają się noirowej stylityki. Choć aura słonecznego Los Angeles, gdzie żyją i nagrywają muzycy, daje się we znaki na „Songs to Love and Die By”, cały czas pamiętamy, że to również miasto, w którym zabito Czarną Dalię. Widzicie okładkę – nie bez powodu wokalistka reklamuje się jako femme fatale.

Agresywniejsze momenty należą tu zdecydowanie to rzadkości.

Wybija się rockowy „You Know”, ale poza tym dominują nastrojowe ballady, żeby nie powiedzieć: pościelówy. W takim anturażu 8mm zdecydowanie bardziej do twarzy, o czym przekonuje już fortepianowy „No Way Back”. To jeden z tych najbardziej trip hopowych momentów. Dołącza też do nich zmysłowy „Never Enough” – ciężko nie zachwycać się Juliette wyśpiewującą how could I ever be enough for you. Najbardziej z całej płyty lubię jednak „Give It Up”. Nastrojowa elektronika, przeciągłe dźwięki gitary i słodki wokal pani Beavan osiągnęły tu idealną harmonię.

Zdarzają się na „Songs to Love and Die By” mielizny. Nie zachwyca chociażby indie rockowy „Quicksand”. Z kolei niektóre z ballad trącą nudą – szczególnie jednostajny smut „Liar”. Pasowałby do jakiegoś mainstreamowego, amerykańskiego tasiemca – zresztą ponoć trafił do „Grey’s Anatomy”. Nie przekonują mnie też kawałki zaśpiewane przez Seana: „Forever and Ever Amen” oraz ukryty, zaśpiewany w duecie „Unjustified (The Outlaw Song)”. Rozbija zupełnie budowany wcześniej klimat. Na szczęście mamy wcześniej kilka minut ciszy, by go wyłączyć.

8mm to ciekawostka dla wszystkich spragnionych miłych dla ucha, żeńskich wokali.

W sam raz na playlistę „Miłe panieKrzyśka Sobolewskiego… ale zaraz, przecież już tam jest. Drugiej pełnej płyty, nagranej (a jakże) dzięki wsparciu z Kickstartera „Between the Devil and Two Black Hearts”, już bym nie polecał, ale „Songs to Love and Die By” możecie brać w ciemno.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

0 komentarzy do "8mm – Songs to Love and Die By"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *