Najlepsze płyty 2019 (rajmund)

Tegoroczne zestawienie pragnę zadedykować wszystkim Januszom i Boomersom, którzy powtarzają jak mantrę „kiedyś to było” albo inne bzdury, że „dobra muzyka się skończyła wraz z internetem”. Wciąż będę bronił tezy, że jeśli cokolwiek się kończy, to rządy mainstreamu, a szczerej i poruszającej muzyki powstaje co najmniej tyle samo, co kiedyś. Po prostu nie usłyszymy jej już w (również kończących się) mediach tradycyjnych. Podsumowanie 2019 roku tylko to potwierdza, bo był to niezwykle udany rok.

Boy Harsher – Careful

2019 rok zaczęliśmy bez ceregieli, bo już na początku lutego ukazała się druga płyta duetu z Massachusetts. Jae Matthews i Augustus Muller przykuli wcześniej uwagę takimi kawałkami jak „Pain” czy „Country Girl”, lecz dopiero „Careful” to dzieło skończone. Hipnotyzujące, momentami nieprzyjemne, ale szczere do bólu. Przepełnione syntezatorowym smutkiem i nostalgiczną goryczą. Zdecydowanie moja płyta roku.

Baśnia – No Falling Stars And No Wishes

Wyprodukowany przez samego Waldemara Sorychtę (m.in. „Wildhoney” Tiamatu, „Irreligious” Moonspella) debiut warszawskiej wokalistki, Baśni Lipińskiej. Baśnię mieliśmy wcześniej okazję usłyszeć m.in. w twórczości Hidden by Ivy. Jej pełnowymiarowy projekt nie zawodzi. Słychać tu wpływy zarówno klasyków gotyku, jak i nowszych projektów, które zwykłem określać zbiorczym określeniem „gravewave”.

Michał Turowski – Wormwood And Flame

Gdybym pisał serialowe podsumowanie roku, z pewnością na jego szczycie znalazłaby się produkcja HBO „Czarnobyl”. Nawet w muzycznym bez problemu znalazłoby się w nim miejsce dla powalającego soundtracku z tego serialu, stworzonego przez Hildur Guðnadóttir. Islandzką kompozytorkę wyróżnię jednak za co innego, a w temacie sowieckiej myśli atomowej stawiam na eksperyment założyciela Oficyny BDTA.

Pleasure Symbols – Closer And Closer Apart

Australijski projekt to jedna z tych propozycji, które regularnie lubią pojawiać się nam w „Polecanych” na YouTubie czy „Discover Weekly” na Spotify. Dotychczas jedynie za sprawą bardzo udanej, 4-utworowej EP-ki z 2016 roku. Od tego roku do polecanych utworów powinien dojść także materiał z pełnowymiarowego debiutu Jasmine Dunn i Phoebe Paradise. Już bardziej dreampopowego niż coldwave’owego, ale wciąż interesującego.

Lust For Youth – Lust For Youth

Jedno z moich najważniejszych odkryć tego roku. Po zakatowaniu wydanego pięć lat temu „International”, tegoroczny album przyjąłem z otwartymi ramionami. Duński duet brzmi na nim jak Pet Shop Boys z czasów świetności, naznaczone piętnem europejskiego synthpopu. Świeżości nadają mu charakterystyczne deklamacje Hannesa Norrvide’a. Uzależniająca mieszanka.

Diplodocus – Slow And Heavy

Znalezisko wykopane przez Danny’ego, naszego redakcyjnego speca od dungeon synthu. Tajemniczy projekt wpisuje się w kanon najlepszych osiągnięć tego niszowego gatunku, dodając zupełnie nowy element w postaci nawiązań do starych filmów i książek dla dzieci poświęconych dinozaurom. Dino synth powinien także spodobać się miłośnikom muzyki ze starych gier komputerowych.

HTRK – Venus in Leo

Niegdyś trio, dziś już tylko duet zmysłowej wokalistki Jonnine Standish i Nigela Yanga, po pięciu latach wrócił wreszcie z nowym materiałem. To kontynuacja spokojniejszej, nieco triphopowej drogi, jaką zespół obrał po śmierci basisty. „Venus in Leo” pełne jest bolesnych wyznań i obaw o przyszłość, które najlepiej oddają korespondujące ze sobą „New Year’s Day” i „New Year’s Eve”. Ale to też po prostu kawał pięknej, nastrojowej muzyki.

Hildur Guðnadóttir – Joker (Original Motion Picture Soundtrack)

Przyznam szczerze, że nie doceniłem Hildur, gdy współpracowała z Jóhannem Jóhannssonem. Dopiero soundtrack do „Czarnobyla” sprawił, że momentalnie zakochałem się w jej twórczości. Islandzka kompozytorka ma za sobą iście przełomowy rok. Ścieżka dźwiękowa hitowego „Jokera” sprawiła, że jest dziś na ustach wszystkich. Nie bez powodu. Zaryzykuję stwierdzenie, że obok Joaquina Phoenixa to ona zaważyła na wielkości tego filmu.

Various Artists – Borderlands 3 (Original Soundtrack)

Pozostając w temacie ścieżek dźwiękowych, nie mogę pominąć powrotu jednej z moich ulubionych serii gier ostatnich lat. Trzecia część cyklu shlooterów studia Gearbox Software to wszystko, co najlepsze w poprzednich częściach, dopracowane do dzisiejszych standardów, ale w kwestii soundtracku twórcy przeszli samych siebie. Zamiast korzystać z usług jednego kompozytora, ściągnęli osobnego na każdą z obecnych w grze planet. A wśród nazwisk znalazł się nie tylko znany już z poprzednich odsłon Jesper Kyd, lecz także Michael McCann (mój faworyt od czasów Deus Ex: Human Revolution).

Hidden by Ivy – Inner

Ostatni album wydany w 2019 roku, który pragnę wyróżnić, to trzecia płyta duetu Hidden by Ivy. Andrzej Turaj i Rafał Tomaszczuk konsekwentnie rozwijają swoją ghostrockową stylistykę, która powinna trafić do każdego muzycznego wrażliwca. Nieważne, czy wychowałeś się na klasykach 4AD, czy też przepłakałeś niejedną noc przy „Hello” Blackfield.

The following two tabs change content below.
Avatar

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...
Avatar

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

0 komentarzy do "Najlepsze płyty 2019 (rajmund)"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.