Trespassers William – Different Stars

Trespassers William to wymarzona pozycja dla wygłodniałych indie hipsterów. O tym dream popowym kwartecie (ale tylko z dwojgiem stałych ogniw) z południowej Kalifornii wciąż mało kto słyszał, a intryguje już samą dziwaczną nazwą (zaczerpniętą z opowiadania o Kubusiu Puchatku). Dziś pozostaje już tylko zachwycać się ich dotychczasowymi nagraniami – zespół rozwiązał się na początku 2012 roku. „Different Stars”, chronologicznie druga pełnowymiarowa pozycja w dyskografii, pozostaje ich najlepszym dziełem.

Jak najprościej opisać muzykę Trespasserów? Melancholijny, gitarowy dream pop dla tych wiecznie rozmarzonych, co nie poznają ludzi na ulicy, bo są zbyt zamyśleni, a w autobusach wiecznie przyklejają się do okna i obserwują mijaną drogę. Albo po prostu soundtrack z hipsterskiego serialu lub filmu Xaviera Dolana, w którym opisuje się życie dwudziestolatków, a to trudno uczynić interesującym, nawet jeśli wydaje się ono interesujące osobom w tym wieku. Z masą postrockowej przestrzeni, delikatnych, keyboardowych pejzaży w tle i urzekającym wokalem Anne-Lynne Williams.

I nie oszukujmy się, sporo z ich twórczości wcale nie wyróżnia się jakoś specjalnie na tle przeciętnych tworów tego typu. Singlowy „Lie in the Sound”, choć jasne: bardzo przyjemny dla ucha, mógłby stanowić randomową piosenkę do smutniejszej sceny, wieńczącej kolejny odcinek „Shameless”. Powlecze się i drugim uchem wyleci. Ale są na „Different Stars” momenty naprawdę magiczne – jak kompozycja tytułowa. Tutaj gitara pełni już mniej ważną rolę, ustępując minimalistycznemu, melancholijnemu tłu. Niepowtarzalny klimat tej piosenki wbija się do głowy od pierwszego wysłuchania, można go nieco porównać do „Wicked Game” Chrisa Isaaka – to podobny rodzaj wrażliwości, choć tym razem bardziej poleżymy na trawie, wpatrując się w gwiazdy, niż poturlamy zmysłowo po plaży. „Alone” już jest bardziej wyrazisty i teoretycznie świetnie nadawałby się do radia, gdyby nie to, że jest… No właśnie, wszystko na tej płycie jest tak potwornie smutne. Gdy Anne-Lynne z pozornie radosnym namaszczeniem wyśpiewuje refren:

Alone
Alone doesn’t feel so cold
Alone
Alone doesn’t feel so cold

…to nic, tylko uciec do kąta, okna czy gdzie tam się najbardziej lubimy samotnie podołować. Podejście Trespassers William do kompozycji najlepiej oddaje cover „Vapour Trail”, dream popowego klasyka grupy Ride (Pitchfork umieścił go pośród 200 najlepszych kawałków lat dziewięćdziesiątych, także wiecie, jakie brzydkie słowo na „h” tutaj pasuje). Oryginalnie wypełniony charakterystycznym dla swoich czasów brzmieniem shoegaze’owej gitary i energicznej perkusji. W wersji Kalifornijczyków zaaranżowany praktycznie tylko na jednostajne pianino, cichutki hi hat i pełen przestrzeni wokal. Gitary odgrywają marginalną rolę. Z takich poniekąd odgrzewanych dań mamy tu też „Anchor” – nową wersję utworu z debiutanckiej płyty, odpowiednio „rozmytą”, by pasowała do reszty materiału. O ile nie znacie pierwotnego wykonania, może się spodobać – jednak dopiero w oryginale Anne-Lynne pokazuje pełnię swoich wokalnych możliwości (a trzeba przyznać, że ma kobita kawał głosu).

I tak się ta płyta sympatycznie snuje aż do końca, czasem jeszcze przykuwając uwagę jakimś wyrazistszym motywem. Kompozycje nie należą może do najbardziej urozmaiconych, ale nastrojowy wokal i kreowane klimaty nie pozwalają odmówić „Different Stars” uroku. Rozmarzona atmosfera sprawia, że aż chce się wracać do tej klimatycznej perełki. Najlepiej w trakcie jakiegoś wieczornego, letniego spaceru przez las.

PS Opisywałem płytę w amerykańskim wydaniu wytwórni Nettwerk. Zwróćcie uwagę, że poza nim istnieje jeszcze setka innych wersji, na jednej z nich znalazł się np. cover jednej z trzech udanych piosenek U2.

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu rockmetal.pl w marcu 2009 roku i nawet nie próbujcie czytać tamtej wersji.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *