The Soft Moon – Deeper

Goth ist tot. Jest martwy niczym Bela Lugosi – and no one cares. Spośród jego dawnych twórców ci, co mieli odrobinę klasy, pokończyli kariery lata temu, ograniczyli je do koncertowania albo po prostu poumierali – ci uparci poszli w tak zwaną „techniawkę” i inne parkietowe łupanki. W drugiej dekadzie XXI wieku jeśli ktoś przejawia w swojej twórczości umiłowanie do mroku, będzie się skrywał za etykietami witch house’u, darkwave’u, w ostateczności postpunku – i może słusznie. Ale jeśli współczesny gotyk miałby brzmieć jak ta płyta – to chcę być gotem i się tego nie wstydzę.

The Soft Moon to – jak spora część moich ulubionych projektów – przedstawienie jednego aktora. W tym przypadku jest nim Kalifornijczyk, Luis Vasquez – sam sobie wszystko pisze, śpiewa, komponuje, gra i produkuje. Jak sam mówi, robi to w ramach autoterapii, by uporać się z własnymi demonami. W ten sposób wydał już dwie płyty, które przyniosły mu pochwały krytyków i uwielbienie fanów: „The Soft Moon” z 2010 roku i wydaną dwa lata później „Zeros”. Zawsze mówi się o syndromie drugiej płyty, jestem jednak zwolennikiem teorii, że najcięższa do nagrania jest ta trzecia – i tutaj Vasquez zdaje egzamin koncertowo. „Deeper” jest bowiem nie tylko niepodważalnym dowodem na jego ciągłe poszukiwania i rozwój artystyczny, lecz także jego najdojrzalszym i najpełniejszym albumem. Poprzednie dwa można było spokojnie wrzucać do rozpiętej między She Wants Revenge a A Place to Bury Strangers niszy neopostpunku. Dla „Deeper” to już zbyt ciasna etykietka.

Trzecia płyta The Soft Moon to znacznie więcej niż Curtisowa motoryka i tunelowe brzmienie rodem z wczesnego The Cure. Vasquez, owszem, dalej korzysta z tuneli – ale tym razem przemierza je swoją odlotową furą, robiąc nocną przejażdżkę po całym mieście. Z takimi klimatami kojarzy mi się przede wszystkim ta płyta: jak z czołówki „Drive” albo cudownej sceny z zeszłorocznego „The Guest”, w której Dan Stevens zachwyca się „Masquerade” Clan of Xymox. „Deeper” to idealna fuzja postpunku, gotyku i ejtisowej nowej fali, o czym najlepiej przekonuje singlowe „Far”, zilustrowane zresztą doskonale oddającym te klimaty teledyskiem (i wreszcie ktoś pamiętał, że w latach osiemdziesiątych był jeszcze format obrazu 4:3!). Jeśli po tym kawałku nie będziecie kupieni bez reszty, to nie mamy o czym gadać. „Far” to zarazem dowód, że „Deeper” jest znacznie przystępniejszą płytą od swoich poprzedników – choć ciężko tu mówić o jakimś złagodzonym brzmieniu czy chwytliwych melodiach. To dalej gęsty mrok i ponure wokale z oddali.

Ale zdaje się, że Vasquez odnalazł swój złoty środek. Owszem, jest smutasem, lecz daleko mu do obrażonego na cały świat, klasycznego gota, którego nikt nie traktuje poważnie. O tym jest właśnie „Wasting”, gdzie śpiewa wprost: Don’t stop the world, you know you can’t / You have to live what’s only real. I zaraz to potwierdza, serwując absolutnie zdehumanizowane „Wrong”: próżno doszukiwać się ludzkich emocji w przetworzonym wokalu robota i monotonnym, industrialnym beacie. Gdy na chwilę się otworzy i pokaże od wrażliwszej strony w „Without” (Without you by my side / Without you in my life / Without in my heart), kontrastuje to od razu z iście dyskotekową pulsacją „Desertion”. Dalej jest smutno i ponuro, ale przy tym cool – i takie jest właśnie nowe The Soft Moon. W doskonałym finałowym „Being” powtarza I can’t see my face / I don’t know who I am / What is this place?, a cały kawałek kończy się szumiącym noise’em jak za najlepszych czasów Trenta Reznora. Ale to nieprawda, Vasquez zdaje się doskonale wiedzieć, kim jest i do jakiego miejsca dąży.

Także zakładam ejtisowe pilotki i skórzaną kurtkę z napisem „Far” na plecach, i dołączam do grona neopostpunkowych gotów, bo na „Deeper” nie ma żadnego obciachu, jest za to odświeżająca energia i kawał solidnego grania. Wyszło już w tym roku kilka niezłych płyt, ale to chyba pierwsza, która dała mi solidnie w twarz. I czekam na kolejny koncert w Polsce – tylko tym razem poproszę pełnowymiarowo, a nie na jakimś Soundrivie.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

4 komentarzy do "The Soft Moon – Deeper"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *