Clan of Xymox – Matters of Mind, Body and Soul

Clan of Xymox, czyli legenda muzyki gotyckiej. Do klasyki gatunku wpisała się na stałe swoimi pierwszymi płytami, w tym kultową „Medusa” z 1986 roku. Gdy dowodzona przez Ronny’ego Mooringsa kapela osiągnęła szczyt klimatyczności pod skrzydłami wytwórni 4AD, skróciła nazwę do Xymox i popadła w romans z mainstreamem pod okiem mejdżersa. W 1997 roku powróciła jednak na właściwe tory świetnym krążkiem „Hidden Faces”. Przez następne lata nie schodziła poniżej pewnego poziomu, eksperymentując przy tym z nowymi brzmieniami (co dało np. świetne „Farewell”). Niestety, chyba właśnie wkrótce po „Farewell” Xymoksi zaczęli się wypalać nagrywając coraz gorsze, plastikowe i wyprute z dawnych emocji krążki. Gwoździem do trumny (która niby w gotyckich klimatach powinna być dość wskazana) była składanka coverów „Kindred Spirits” sprzed dwóch lat, która stanowiła przypieczętowanie jednego z najsmutniejszych upadków ostatnich lat.

Dlatego też do „Matters of Mind, Body and Soul” podchodziłem z dużą rezerwą. Spodziewałem się kolejnych piosenek z najbardziej tandetnych rejonów tzw. „techno dla gotów”. Dla formalności posłucham ze dwa razy, a potem bez bólu zapomnę. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy już po pierwszym przesłuchu zdałem sobie sprawę, że tej płyty – w odróżnieniu do kilku poprzednich – da się jednak słuchać i można nawet z tego czerpać przyjemność. Już oparte na klawiszowej melodii „She is Falling in Love” wpada od razu w ucho. „I Close My Eyes” zwraca uwagę kjurowymi solówkami poutykanymi w syntezatorowym bzyczeniu, a „Love’s on Diet” i przede wszystkim oparty na chwytliwym motywie „Months Ago” to piosenki, które wręcz same wracają na playlistę. Szok, Moorings przypomniał sobie, jak pisać melancholijne przeboje dla mrocznych dusz wychowanych na latach osiemdziesiątych. I wcale nie chce już podbijać gotyckich parkietów koszmarkami w stylu „delete, delete, bleep, bleep, bleep”.

Można oczywiście ponarzekać na formę, jaką ten album przybrał. Bo na przykład niepotrzebnie rozmyto ten zestaw kompozycjami instrumentalnymi. Samo rozpoczynanie płyty od prawie siedmiominutowego instrumentala rzadko kiedy jest dobrym pomysłem, żeby nie wiem jak klimatyczne miało to być „intro”. Również zakończenie w postaci „Chinese Whispers” wiele brakuje do, dajmy na to, „Without a Name” sprzed lat. Na szczęście zbędne interludium „Hector” ma już tylko dwie minuty. To główna wada tego krążka: zbytne rozciąganie i przedłużanie, także w obrębie samych piosenek. Dajmy na to taki „Hand in Glove”. Ostatnia minuta jest już naprawdę urokliwa, ale wcześniejsze pięć minut darkwave’owego smędzenia sprawia wrażenie dość wymęczonego. Podobna sytuacja z „I’ll Let You Go”, najmniej razi to w zelektronizowanym „The Climate Changed”, które rozkręca się prawie jak na „Farewell”. Jednak większe zwarcie kompozycji i położenie nacisku na dynamikę na pewno wyszłoby „Matters of Mind, Body and Soul” na dobre.

To jednak wciąż najlepsza płyta Mooringsa od… No, co najmniej „Breaking Point”. Na następnej płycie marzyłbym o przywróceniu większej roli gitar, to chyba teraz byłby najlepszy krok do przodu. Na „Matters of Mind, Body and Soul” najbardziej rzucają się w ucho na początku „Kiss and Tell”, a przecież kiedyś ten zespół tworzy takie riffowe cudeńka jak…

Niestety, albo wszyscy fani Clan of Xymox odwrócili się od nich po paru ostatnich wybrykach, albo wytwórnia strzeże ich materiału z taką zaciętością, że nie mam tu nawet nic do podlinkowania z jołtubów. Pozostaje tylko Spotify.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

3 komentarzy do "Clan of Xymox – Matters of Mind, Body and Soul"Dodaj swój →

  1. Jestem chyba uzależniony od COX-u i ich nowej płyty. To wspaniały prezent dla starych fanów zespołu… Jakże miło na umyśle ciele i duszy po wysłuchaniu tych nieziemskich dźwięków… Dzięki Ronny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *