Don Bradshaw-Leather – Distance Between Us

Ciemna noc, księżyc wysoko na niebie. Demoniczna kareta pędzi zapomnianą przez świat drogą, ciągnięta energicznie przez dwoje diabelskich koni. Gdyby nie spowijający całą sytuację mrok, zapewne można by było dostrzec w ich oczach odbicie najgłębszych piekielnych czeluści. Jednakże światło wygasającego powoli lampionu, trzymanego w jednej ręce przez niepozornego woźnicę, nie jest w stanie dotrzeć do ich łbów. Woźnica ślepo patrzy przed siebie nieobecnym wzrokiem i stara się tylko, by gałęzie misternie powyginanych drzew nie zahaczyły o jego głowę. Kareta pędzi, ani na chwilę nie zwalniając. A w jej wnętrzu siedzi przepiękna niewiasta o kruczoczarnych włosach, ubrana w ciemnobordową suknię. Wpatruje się w okno i szuka w zmieniających się błyskawicznie krajobrazach jakiejkolwiek iskierki nadziei, która mogłaby w bezlitosnej ciemności nocy uratować ją. Oto bowiem za lasem, strumykiem i górami, na zupełnie niepozornym pagórku, zły mag – zwany Litworem – odprawia tajemne rytuały, mające na celu utrzymanie jego kontroli nad umysłem niczego nieświadomego woźnicy…

No dobra, o co chodzi? To dobre pytanie w kontekście płyty sygnowanej jako Don Bradshaw-Leather. Historię należałoby zapewne rozpocząć od Nurse With Wound: industrialno-drone’owo-noise’owo… W skrócie: awangardowego projektu kierowanego od ponad trzech dekad przez Stevena Stapletona. Sto tysięcy wydawnictw (wydanych w dalekich od tysięcy nakładach), pod którymi podpisała się przez te wszystkie lata Zraniona Pielęgniarka, to oczywiście za mało dla jej fanatycznych wyznawców, więc znaleźli sobie oni inne przedłużenie swego kolekcjonerskiego hobby. Z pomocą przyszli zresztą sami założyciele NWW (obok Stapletona: John Fothergill i Herman Pathak), którzy do swoich pierwszych dwóch krążków dołączyli listę prawie 300 zespołów i muzyków, którzy odcisnęli piętno na ich twórczości. Ta lista to taki awangardowy odpowiednik tego bloga: większości widniejących na niej nazw nie słyszał absolutnie nikt poza ówczesnym składem Nurse With Wound. Jak już się zapewne domyśliliście, Don Bradshaw-Leather był jedną z nich.

O Donie nie wiadomo praktycznie nic – nawet tego czy naprawdę ma na imię Don (jego siostra mówiła też na niego Oden – ale o niej za chwilę). Składający się z czterech przedziwacznych utworów longplay ukazał się na rynku w 1972 roku nakładem samego Bradshawa. Równie dziwaczna była jego oprawa graficzna: na okładce długowłosy, wymalowany na srebrno wariat. Wewnątrz: zdjęcie tegoż wariata, dobierającego się do wcale niebrzydkiej, nagiej kobiety. Wokół: więcej fot o podobnym charakterze. Zero jakichkolwiek informacji o tożsamości muzyk…a? Muzyków? Nawet tej nagiej kobiety. W związku z mikroskopijnym nakładem podwójnego winyla jego dzisiejsze ceny na eBayach osiągają astronomiczne poziomy, zaś sama postać tajemniczego Bradshawa obrosła kultem.

Dziś jednak żyjemy w Internetach, więc wszelkie tajemnice zachować coraz trudniej. Również zagadka Dona Bradshawa nieco się wyjaśniła… A może zagmatwała jeszcze bardziej? W 2007 roku siostra Dona rzuciła nieco światła na postać swojego brata, pisząc list otwarty na stronie mu poświęconej. Można się było z niego dowiedzieć m.in. że Don urodził się w 1948 roku w uzdolnionej muzycznie żydowskiej rodzinie. Wkrótce po przekroczeniu dwudziestki otrzymał wsparcie finansowe od wytwórni CBS, które przeznaczył na budowę studia w Sussex. To właśnie tam samodzielnie stworzył „Distance Between Us”, nagrywając oddzielnie każdą z warstw kompozycji, a następnie łącząc je przy użyciu technologii wielościeżkowej. Z listu dowiadywaliśmy się również, że Don / Oden Bradshaw zmarł w 1995 roku, a reedycją jego kultowej płyty na CD miał się zająć David Tibet z Current 93. Strona Coptic Cat, wytwórni Tibeta, wspominała o reedycji po raz ostatni w lutym 2011 roku – po tej zapowiedzi słuch o niej zaginął.

Po latach okazuje się, że cała historia z siostrą Bradshawa mogła być jednak jedną wielką ściemą. Internauci spekulujący na temat tożsamości muzyka doszli bowiem do wniosku, że może to być po prostu znany z formacji The Enid Robert John Godfrey. Zanim Godfrey założył The Enid, grał przez jakiś czas w psychodelicznym Barclay James Harvest – pomiędzy tymi dwoma zespołami mógł nagrać płytę jako Don Bradshaw-Leather. Na poparcie swojej tezy przywołują podobieństwo dziwadła z okładki do starych zdjęć Godfreya, podobny styl grania oraz że artysta co prawda nigdy do „Distance Between Us” się nie przyznał, ale też nie zaprzeczył, że jest jego twórcą. Jeden z zainteresowanych zapytał o to muzyka wprost po koncercie The Enid – w odpowiedzi pianista uśmiechnął się ironicznie, co zdaje się potwierdzać tezę o jego „podwójnej tożsamości”.

Tajemnica wciąż jednak pozostaje nierozwiązana… Na szczęście nawet bez odpowiedzi na nurtujące nas pytania możemy wciąż rozkoszować się jedyną w swoim rodzaju, szaloną muzyką Dona. Ponoć sprawdza się idealnie do okultystycznych rytuałów, ale na hipsterskie Halloween też powinna być jak znalazł.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

2 komentarze do “Don Bradshaw-Leather – Distance Between Us

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *