Junkie XL – Radio JXL: A Broadcast from the Computer Hell Cabin

W tym roku spełniły się marzenia wszystkich fanów postapokaliptycznych klimatów: kultowy Mad Max wreszcie powrócił na ekrany kin. Mało tego, uczynił to w fantastycznym stylu – chyba nikt nie spodziewał się, że „Fury Road” będzie aż tak dobrym filmem. Dużą rolę w kreowaniu atmosfery i pustynnej społeczności plemienia psycholi odegrała muzyka, za którą odpowiedzialny jest Tom Holkenborg znany szerzej jako Junkie XL. Choć w oderwaniu od obrazu ścieżka dźwiękowa nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, w kinie pasowała do filmu fenomenalnie, zwłaszcza w połączeniu ze scenami, w których horda dzikusów mknie po szosie w rytm plemiennych bębnów i riffów ślepego gitarzysty (wiedzieliście, że ta charyzmatyczna postać ma całą własną historię?). O „Fury Road” wspominam tutaj nie bez powodu, bo tak jak najnowsza część przygód Mad Maxa stanowiła ziszczenie marzeń wszystkich jego miłośników, tak mam wrażenie, że „Radio JXL” musiało być realizacją wszystkich marzeń Holkenborga.

No bo nie wyobrażam sobie, jak można nie być zadowolonym z takiej płyty. Zebrać na jednym krążku Dave’a Gahana, Gary’ego Numana, Roberta Smitha, a nawet dwóch królów – odpowiednio: rocka i soulu – w osobach Elvisa Presleya i Solomona Burke’a, to przedsięwzięcie, które przerasta moje najśmielsze wyobrażenia. A trzeba wiedzieć, że „A Broadcast from the Computer Hell Cabin” (tak brzmi pełny album krążka – Computer Hell to główne studio muzyka w Amsterdamie) i tak nie udało się zrealizować do końca w takiej formie, w jakiej było planowane… Ale od początku. Po wydaniu dwóch pierwszych płyt Junkie XL był już rozpoznawaną postacią w środowiskach big beatowych i rave’owych. Wyrobił sobie markę na tyle, że zaczęto go rozchwytywać do filmów (m.in. „Blade” oraz „The Beach”) i reklam. Przełom nastąpił w 2002 roku, kiedy to Nike wynajął Holkenborga do zremiksowania utworu „A Little Less Conversation” Elvisa Presleya na potrzeby reklamy przygotowywanej na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. W ten sposób powstał przebój, który z miejsca podbił listy przebojów na całym świecie i z pewnością wszyscy go kojarzycie. Ciekawostką niech pozostanie fakt, że był to pierwszy przypadek, kiedy spadkobiercy Elvisa pozwolili na zremiksowanie utworu Króla – to najlepiej świadczy o estymie, jakiej dorobił się Junkie XL.

Lepszego startu dla nowego materiału nie można sobie wyobrazić – i choć może „Radio JXL” nie sprzedało się w oszałamiającym nakładzie, już sama lista gości na tym krążku zapiera dech w piersiach. A i sama płyta trzyma poziom, mimo takiej dywersyfikacji poruszonych na niej gatunków muzycznych. Wszystko dzięki genialnej w swojej prostocie formule, jaką wymyślił holenderski DJ: zgodnie z tytułem, „Radio JXL: A Broadcast from the Computer Hell Cabin” ułożono w formie wymarzonej audycji radiowej. Utwory płynnie przechodzą od jednego do drugiego, pomiędzy nimi zdarzają się efekty specjalne jak dżingle, zapowiedzi DJ-a czy szum strojenia stacji. A stacja ta jest wymarzoną alternatywną rzeczywistością dla ludzi wychowanych na muzyce z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Dave Gahan wcale nie zbłaźnił się w niej beznadziejną solówką – zamiast niej nagrał transowe „Reload”, które jest wyrazistsze niż wszystkie kawałki z „Paper Monsters” razem wzięte. Gary Numan nie kazał po „Pure” czekać na nowy materiał aż sześć lat, lecz od razu uderzył z nastrojowym „Angels”, pełnym przestrzeni nadawanej przez jego tak charakterystyczny i pełen energii krzyk. Robert Smith nie reaktywował niepotrzebnie kultowego The Cure po idealnym zwieńczeniu dyskografii, jakim było „Bloodflowers”, a zajął się zapowiadaną od lat karierą solową, gdzie bez ciężaru oczekiwań mógł tworzyć urocze kompozycje z charakterystyczną gitarą i automatem perkusyjnym – jak w „Perfect Blue Sky”.

Ale obok ściągania idoli z młodości, Junkie XL nie pozostawał głuchy na dźwięki teraźniejszości. Do aż trzech wybitnie tanecznych utworów zaprosił Saffron (czyżby polecił ją Robert Smith?), wokalistkę brytyjskiej Republiki (przez „c”, żeby nie było), która osiągnęła jakiś tam stopień rozpoznawalności w połowie lat dziewięćdziesiątych za sprawą singla „Ready to Go„. Na „Radio JXL” sprawdziła się najlepiej w mantrowym „Beauty Never Fades”, które możecie znać z „Animatrixa”. W bardziej nastrojowym, trip-hopowym „Between These Walls” zaśpiewała holenderska wokalistka Anouk, a w podbitym elektroniką reggae „Never Alone” wystąpił znany ze sceny ska Terry Hall (nagrał m.in. singiel „911” z D-12 i Gorillaz). Gwiazdorską obsadę uzupełniają: Chuck D z Public Enemy (uznawany za jednego z najlepszych MC i rapowych tekściarzy naszych czasów) oraz wspomniani dwaj królowie. „A Little Less Conversation” raczej nikomu przedstawiać nie trzeba, z kolei „Catch Up to My Step” to podobnie bujająca kompozycja z gospelową energią i przeszywającym krzykiem Króla Soulu. Po takim miszmaszu pewne zaskoczenie stanowi zakończenie tej audycji: na wskroś smutny i pełen żalu „Broken”, w którym Grant Nicholas (na co dzień lider formacji Feeder) wyśpiewuje następujące smuty:

The feeling’s gone
We’ve swallowed the sun
One by one the moment has come
The feeling’s gone
We’ve swallowed the sun
And waived goodbye to love again

Rozumiem, że na zakończenie audycji trzeba puścić coś spokojniejszego i wychillowanego, ale żegnać się po imprezie z ikonami lat osiemdziesiątych i duchami królów rock’n’rolla taką deprechą, to jednak lekka przesada. Co ciekawe, to zwieńczenie zaledwie pierwszej płyty – „Radio JXL: A Broadcast from the Computer Hell Cabin” jest bowiem zestawem dwukompaktowym (przynajmniej w standardowym wydaniu). Po audycji o 3 pm (kto podziela moją nienawiść do 12-godzinnego systemu czasu ręka w górę) przychodzi pora na audycję o 3 am. Drugi dysk to już zbiór instrumentalnych kompozycji, pełno tu chilloutu, dubów i spokojniejszych klimatów – faktycznie w sam raz na trzecią nad ranem. Do tego dochodzą dwa wydłużone i wyciszone remiksy: „Angels” (ponownie z Garym Numanem) i „Beauty Never Fades”. Wspomniałem jednak, że „Radio JXL” to i tak nie do końca to, co miało być w założeniu – płycie miało bowiem towarzyszyć specjalne radio internetowe, w którym nadawane by były ekskluzywne audycje, remiksy i występy czołowych DJ-ów sceny elektronicznej. Szybko jednak okazało się, że takie przedsięwzięcie przerasta możliwości nawet kogoś, kto był w stanie wskrzesić Elvisa – jeśli jednak chcielibyście się przekonać, jak to przez chwilę wyglądało, polecam dwa wydane w formacie cyfrowym albumy: „7AM Ambient” oraz „7AM Dance”. Na zachętę.

„Radio JXL: A Broadcast from the Computer Hell Cabin” to w moim odczuciu jeden z najciekawszych eksperymentów mainstreamowej elektroniki początku XXI wieku, z którego holenderski DJ wyszedł obronną ręką. Już sama lista gości, których udało mu się zaprosić (bądź wsamplować), robi piorunujące wrażenie. Dość wspomnieć, że całkiem serio widziałbym go w roli producenta pełnych płyt Gahana czy Smitha, i jestem pewien, że wypadłyby o niebo lepiej od tego, co ci wokaliści wyprawiali w latach 2003-2004. Mam jednak wrażenie, że dziś ta płyta wcale nie jest odbierana w takich kategoriach, a masa fanów oldskulowego Junkiego wręcz ją obrzuca błotem. Tym bardziej polecam sprawdzić na własne uszy i wyrobić sobie swoje zdanie.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Jeden komentarz do “Junkie XL – Radio JXL: A Broadcast from the Computer Hell Cabin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *