Najlepsze płyty dekady 2010-2019

Druga dekada XXI wieku przeminęła jak łzy w deszczu. Przyniosła ze sobą wiele sezonowych mód, dziwacznych stylów muzycznych, powrotów do przeszłości, ale przede wszystkim: fantastycznych wydawnictw. Oto 10 najlepszych płyt dekady 2010-2019, które postanowiłem wyróżnić.

The Black Queen – Fever Daydream

Kto by się spodziewał, że Greg Puciato – naczelny krzykacz The Dillinger Escape Plan – tak doskonale się odnajdzie w synthpopowym projekcie założonym wraz z Joshem Eustisem z Telefon Tel Aviv? “Fever Daydream” to płyta niespodziewana, ale i niezwykle klimatyczna, zmysłowa, a przy tym jednak równiejsza od wydanego dwa lata później “Infinite Games”.

Boy Harsher – Careful

Jak zaprząc bezduszne beaty rodem z podziemnej sceny współczesnego techno do zimnych syntezatorowych melodii, których nie powstydziłyby się nowofalowe kapele lat 80.? Najlepiej właśnie tak, jak zrobili to Augustus Muller i Jae Matthews. Ta druga dodała też do tego wyjątkowy ładunek emocjonalny, będący znakiem rozpoznawczym koncertów Boy Harsher.

David Bowie – Blackstar

O tej płycie napisano już chyba wszystko. David Bowie w dużej mierze ukształtował muzyczny showbusiness XX wieku. Nawet jeśli w XXI wieku sukcesów odnosił już znacznie mniej, to dał przykład idealnego, artystycznego testamentu. “Blackstar” to już mój stały punkt każdego mrocznego stycznia.

Dead When I Found Her – All the Way Down

Wydaje się, że druga dekada XXI wieku przyniosła mniej spektakularnych powrotów niż poprzednia. Więcej za to pojawiło się zupełnie nowych projektów, które w udany sposób nawiązują do stylistyki dawnych mistrzów. Jednym ze sztandarowych przykładów takich zespołów jest Dead When I Found Her, które spokojnie można określić mianem nowego Skinny Puppy.

Drab Majesty – The Demonstration

…a do Drab Majesty w takim razie pewnie pasowałaby etykietka współczesnego The Sisters of Mercy. Może to lekka przesada, ale “The Demonstration” było wyraźnie wzorowane brzmieniowo na moim ukochanym “Floodland”. Deb Demure zaś zadbał o oryginalny, wyrazisty image, który łączy jego projekt m.in. z estetyką vaporwave’u.

Grimes – Visions

A takie zjawiska jak vaporwave, witch house czy inne internetowe memomody w dużej mierze ukształtowały lata 2010-2019. Wielu z nas oczekiwało, że wkroczą w końcu na mainstreamowe salony, jednak mimo paru odważniejszych nawiązań i zapożyczeń (w których przodowała Charli XCX), tak się nie stało. Jeśli jednak chodzi o trzymanie ręki na pulsie w mainstreamie i dbanie o to, by pozostał w miarę ciekawy, rządziła Grimes.

New Model Army – Between Dog and Wolf

Czy zespół, który gra od ponad 30 lat, jest jeszcze w stanie czymkolwiek zaskoczyć swoją publiczność? Na ogół artyści z takim bagażem doświadczeń konsekwentnie wydają kolejne albumy utrzymane w wyrobionym stylu. Justin Sullivan i spółka jednak dość odważnie zmienili brzmienie, uspokoili się i nagrali jedną z najlepszych płyt w karierze, która zachwyciła dotychczasowych fanów i zebrała sporo nowych.

Perturbator – Dangerous Days

Jeśli o drugiej dekadzie XXI wieku mowa, nie mogło się obyć bez Jamesa Kenta. Perturbator gościł na tym blogu wielokrotnie i pewnie do dziś przez wiele osób jest z nim utożsamiany. Choć to nie “Dangerous Days” rozpoczęło boom na synthwave, do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dzieł tego nurtu. Lata osiemdziesiąte nie byłyby bez niego takie same.

The Soft Moon – Deeper

Ze wszystkich tych dark wave’ów, grave wave’ów i innej maści nowoczesnego gotyku jednym z najciekawszych wydawnictw kończącej się dekady pozostaje trzeci album Luisa Vasqueza, nagrany pod silnym wpływem chociażby Nine Inch Nails. “Deeper” to jego szczytowe osiągnięcie, do którego pewnie jeszcze przez jakiś czas będzie się w swojej twórczości odnosił. A ja wciąż wracam z taką samą przyjemnością.

Trevor Something – Death Dream

Synthwave pojawił się, zachwycił… i równie szybko zaczął zjadać własny ogon. Jednym z bardzo niewielu wykonawców, którym udało się ewoluować i uciec z retro getta, jest Trevor Something. Skaczący po stylistykach, wciąż zaskakujący nowymi pomysłami na siebie i co chwila sięgający po inne memy. Jego najspójniejszym dziełem pozostaje dla mnie jednak “Death Dream”.

The following two tabs change content below.
Avatar

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...
Avatar

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

0 komentarzy do "Najlepsze płyty dekady 2010-2019"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.