Igorrr – Hallelujah

Z rozmów przeprowadzanych z założycielem tej strony (czyli Ray’em) dowiedziałem się, że przejawia on niezdrową wręcz fascynację czteronożnymi przedstawicielami rodziny kotowatych, zwanych potocznie kotami. Nie zrozumcie mnie źle – lubię małe kotki, mało tego: kiedyś opiekowałem się takim przez jakiś czas (jednakże nikt nie uprzedził mnie, że ów kociak rzuca się na wszystko co swobodnie dynda – skutecznie więc oduczył mnie chodzenia nago po mieszkaniu). Ale dość dziś o kotach, gdyż to nie one są jednym ze składników muzykowania dziś omawianego. Dzisiejszą gwiazdą jest Patrick. Kim jest Patrick? To… Kura. Tak, to nie pomyłka – to najzwyklejsza w świecie kura, taka z dziobem, skrzydłami i kuprem. Ten ptak może okazać się gwiazdą muzyki eksperymentalnej, gwiazdą, która przyćmi inne znane zwierzęta!

No dobrze, z tym ostatnim pewnie trochę przesadziłem, aczkolwiek mogę w pełni zaświadczyć, że Patrick jest gwiazdą albumu „Hallelujah”, którego to podjął się francuski (tak, wiem, znowu bagietkarze) twórca Gautier Serre, ukrywający się pod pseudonimem Igorrr. Jego przygody z muzyką zaczęły się już w 2006 roku. Od tego czasu w miarę regularnie wydaje albumy i udziela się w innych projektach, jednakże największą sławę przyniósł mu wydany w 2010 roku album „Nostril”, który przez Les Inrockuptibles (francuski magazyn głównie traktujący o muzyce indie) został uznany za jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki metalowo-elektronicznej, zaraz obok twórczości Marilyna Mansona, Ministry oraz Nine Inch Nails. Lecz nie mowa dziś będzie o „Nostril”, a o „Hallelujah” z 2012 roku.

Dokładna data wydania nie jest przypadkowa – na 21 grudnia był przewidywany koniec świata. No i to tyle jeżeli chodzi o symbolikę liczb, gdyż nie ona nas interesuje. To, co sprawiło, że ten album mnie urzekł, to sama jego oryginalność i wariactwo. Wiem, iż często powtarzam te słowa w mych tekstach, ale czasem po prostu inaczej się nie da, bo jak nazwać muzykę, która jest połączeniem grindcore’u, death metalu, breakcore’u, trip hopu i… Twórczości barokowej? O tak, wyobraźcie sobie srogie grindcore’oew riffy przeplatane połamaną perkusją, podlane sosem barokowym i wymieszane z operowym śpiewaniem – brzmi obłędnie, prawda? I to nie przesada, gdyż wszystko to znajdziemy w tym jednym, jedenastościeżkowym wydawnictwie.

W ciągu tych 39 minut nasze uszy są wręcz bombardowane wizją muzyki tego łysego pana i to w tak perfidny, wrednie przyjemny sposób, że to wręcz nie do opisania. Słuchając utworów Igorrra, mamy wrażenie, jakby pochodziły ze snu schizofremika – to piękne i niesamowite. I zwariowane. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas odsłuchiwania, me uszy uraczył dźwięk… Odkurzacza. Co prawda przez krótką chwilę, ale zawsze. Nic to jednak w porównaniu do Patricka – pupila Gautiera. Ta kura ma talent – inaczej się tego nazwać nie da! Minusem jest to, że pojawia się tylko w jednym utworze, lecz potwierdza to szaleństwo i oryginalność tego wydawnictwa. Znajdziemy tu… Wiele.

Pamiętacie jak mówiłem o Chrysalide, że znajdziemy w ich twórczości wręcz wszystko? Tutaj nie jest inaczej. Co prawda stylistycznie obydwa projekty diametralnie różnią się od siebie, ale to przecież cudownie! Są inne – i ta inność sprawia, że och muzyka nie przestanie zadziwiać rasy ludzkiej przez dłuuuugi czas. Tak jak i mnie. Dzięki komuś takiemu jak Igorrr codziennie zastanawiam się, czy znajdę coś, co muzycznie znowu mnie zaskoczy i sprawi, że otworzę usta ze zdziwienia, mówiąc zaraz po tym „Moja chcieć więcej!”. Do niedawna nie przypuszczałem, że można połączyć breakcore z muzyką barokową (swoją drogą – Gautier uznaje swą muzykę za „baroquecore”), że death metal nie może współgrać z kurą i operowym głosem, że grindcore’owe growle nie będą pasować do saksofonu i akordeonu. Jakże się myliłem – i pomylę się jeszcze nie raz.

To już koniec swoistego triathlonu z krajem francuskim. Przyznam, że była to wyjątkowo udana podróż, zaś „Hallelujah” uznaję za perfekcyjne wręcz zwieńczenie tej wycieczki. Igorrr jest zaskoczeniem, totalnym zaskoczeniem, które po pierwszym przesłuchaniu wbiło mnie w fotel i długo nie pozwalało o nim zapomnieć. Z chęcią wracam do wizji muzycznej Serre’a i nie mogę się wręcz doczekać, cóż nowego odkryję w jego twórczości. Bo pomimo zawarcia znajomości, jest dla mnie nadal całkowicie nieodkryta.

Podobało się? Rozważ postawienie mi kawy!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
The following two tabs change content below.

Danny Neroese

Nie przepada za mówieniem o sobie. Ekscentryk i samotnik. Ceni swój wyjątkowy gust muzyczny.

1 komentarz do "Igorrr – Hallelujah"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.