VAST – Visual Audio Sensory Theater

Rock industrialny to gatunek dość wtórny i mało który zespół starał się nawet w okresie jego największej popularności wprowadzić do niego choć odrobinę świeżości. Nawet taki oddany orędownik tego typu muzyki jak ja nie ma większych problemów z przyznaniem tej oczywistości. Prawie wszyscy amerykańscy artyści z tej szufladki to mniej lub bardziej zaangażowani uczniowie Trenta Reznora, pragnący za wszelką cenę powtórzyć jego sukces. Jona Crosby’ego z VAST, utalentowanego gitarzystę wypatrzonego przez magazyn Guitar Player już gdy miał trzynaście lat, można pod tym względem zaklasyfikować w podobny sposób. O ile jednak wspomniane wcześniej zespoły zawsze kopiują na potęgę rozwiązania brzmieniowe, produkcyjne i aranżacyjne z płyt „Broken” i „The Downward Spiral” Nine Inch Nails, tak Crosby’emu wyraźnie bliżej do „The Fragile”. Interesujące tym bardziej, że debiutancka płyta VAST ukazała się rok przed magnum opus późniejszego twórcy ścieżki dźwiękowej do „The Social Network”.

Czym więc zaskakuje płyta „Visual Audio Sensory Theater”? Jaki powiew świeżości wniósł do gatunku Jon Crosby? Czemu uznałem, że warto opisać ten krążek na moim blogu? Cofnijmy się o trzydzieści lat. Peter Murphy, legendarny wokalista Bauhausu, zasłuchuje się w kopię niszowego wydawnictwa „Le Mystère des Voix Bulgares” („Tajemnica bułgarskich głosów”). To kolekcja nowych aranżacji bułgarskich pieśni folkowych, która ukazała się w połowie lat siedemdziesiątych po blisko piętnastu latach pracy etnomuzykologa, Marcela Celliera. Kaseta Murphy’ego trafia do Ivo Wattsa-Russella, założyciela kultowej wytwórni 4AD, dla której wówczas nagrywał Bauhaus. Wydawca z miejsca zachwycił się usłyszanymi dźwiękami i czym prędzej postarał się o licencję na wznowienie krążka. Płyta odnosi międzynarodowy sukces, doczekała się jeszcze trzech kolejnych części, z których druga dostała nawet statuetkę Grammy. „Bułgarskie głosy” musiały zachwycić również Jona Crosby’ego, gdyż postanowił wykorzystać ich sample na opisywanej płycie – i już w tym tkwi oryginalność jego dzieła.

Rozprawmy się więc najpierw z najbardziej znanym utworem VAST, „Touched”. Akustyczny wstęp mógłby wskazywać, że to kolejna nudziarska indie-pioseneczka do eksploatacji w popularnych serialach, jakich od lat produkuje się na pęczki. Gdyby nie właśnie przeszywający sampel bułgarskiego głosu, wsamplowany w „przedrefrenie”. Wraz z nim rozrasta się cała aranżacja, rośnie też zaangażowanie w głosie Crosby’ego, by doprowadzić do efektownego punktu kulminacyjnego, przeciętego znów industrialnymi gitarami i dramatycznym refrenem. Crosby zrywa też na chwilę z wzorowaniem się na postreznorowskiej poezji rozgoryczonego przegrańca, układając takie poetyckie wersy (tak, podeślijcie to od razu swoim dziewczynom):

I, I looked into your eyes and saw
A world that does not exist
I looked into your eyes and saw
A world I wish I was in

I’ll never find someone quite as touched
As you
I’ll never love someone quite the way that I
Loved you

W innych piosenkach jest już bardziej konwencjonalnie – każdy miłośnik brzmień à la NIN od razu odnajdzie się w tekstach typu: Where do I put the shame? / It feels like a broken toy I can’t play with anymore / Where do I put the hate? To a pixilated screen I can’t watch anymore („Here”) albo I went in the desert / I went searching for the truth / I stumbled across you / And I know you’re not the truth („Temptation”). Jasne, taka konwencja, choć czasem robi się niebezpiecznie dosłownie (I didn’t want to hurt you baby / But you’re pretty when you cry / I didn’t want to fuck you baby / But you’re pretty when you’re mine – „Pretty When You Cry”). Nawet jednak gdy Crosby rozważa w swoich tekstach nad pokusami i grzechem (przecież nie ma industrialnej kapeli, która nie miałaby w żadnej piosence słówka „sin”), a nawet odwołuje się bezpośrednio do Chrystusa, nie są to tylko mające wzbudzać kontrowersje punchline’y, lecz element bardziej przemyślanej układanki. Wróćmy do sampli: w „I’m Dying” słyszymy próbkę chorału gregoriańskiego, zestawioną z podniosłymi organami Hammonda i krzykiem wokalisty. „Dirty Hole” to znowu organy i niemalże mantra do tytułowej „brudnej dziury” (tak, rozumcie to dosłownie – ostrzegałem, że Crosby czasem nie przebiera w słowach), przejmowana wokalnie od trzeciej minuty przez samplowany gospelowy chór. Tym kawałkiem VAST zbliża się do rejonów eksplorowanych przez Alana Wildera w Recoil, zwłaszcza że nie brakuje tu też industrialnego klawisza. W spokojniejszym „Somewhere Else to Me” pojawiają się w ogóle benedyktyńscy mnisi, wyśpiewujący pieśń „Salve Regina”. Mistyczny industrial, zakorzeniony w tradycji chrześcijańskiej? No sami przyznajcie, tego wcześniej nie grali. Ukoronowaniem takich inspiracji u Crosby’ego jest zawartość bookletu płyty, w której umieszczono m.in. fragment „Ołtarza Gandawskiego” braci Huberta i Jana van Eycków oraz „Ukrzyżowanie” Matthiasa Grünewalda.

Ale to wciąż nie wszystko. Bo oprócz tych wszystkich samplowanych chórów, mamy na „Visual Audio Sensory Theater” po prostu bogate aranżacje i zróżnicowane instrumentarium (warto wspomnieć: za które niemalże w całości odpowiedzialny był sam Crosby). Wrażenie robi tu przede wszystkim wiolonczelowy „Flames” – to kolejny moment zwolnienia, który spodoba się Waszym dziewczynom. Klasycznie industrialny „Here”, zanim przerodzi się w mocarny hymn z brudną gitarą i elektronicznymi efektami, rozpoczyna minuta orkiestrowego wstępu. Równie tradycyjny pod tym względem „Three Doors” uzupełniają orientalne ozdobniki, jest nawet miejsce na mantrowy, instrumentalny utwór bez nazwy (znowu z choralnymi samplami). A cały krążek wieńczy piękne pożegnanie „You”, brzmieniowo bliskie Depeche Mode z dodatkową orkiestrą. I nawet ten tekst – w sam raz na ostatnie pożegnanie: You can’t take anything with you / Except the love / The love I have for you…

Podobno Lars Urlich podał kiedyś ten album jako jeden z najlepszych debiutów, jakie kiedykolwiek słyszał. Nie żeby mnie to specjalnie obchodziło, ale jeśli opinia pałkera Metalliki miałaby kogoś zachęcić, to przytaczam. Mnie wystarczyłoby wspomnieć, że to jedyna w swoim rodzaju mieszanka rocka industrialnego z egzotycznymi samplami, 18-osobową orkiestrą i wyrazistym, mocnym głosem multiinstrumentalisty, Jona Crosby’ego. Krążek zasługujący na o wiele większe uznanie i popularność niż większość lansowanych w latach dziewięćdziesiątych tworów o podobnym brzmieniu (ale zupełnie innym charakterze!). Niestety, nawet sam VAST na kolejnych płytach nie miał już tak innowacyjnych pomysłów, co i rusz rozcieńcza swoją dyskografię jakimiś demówkami, wciąż jednak ma grono swoich oddanych fanów, do którego i ja się zaliczam. I Was też zapraszam.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

7 komentarze do “VAST – Visual Audio Sensory Theater

  1. No, no, nie sądziłem, że są w Polsce jacyś fani zespołu VAST 😉 Ale w sumie to nie do końca moje klimaty.

    Bardzo podobał mi się utwór ‚Pretty When You Cry’, dość często prezentowany na ś.p. kanale muzycznym Viva Zwei. Jednak cały album poznałem dopiero chyba dwa lata później, ok. 2000 roku. Parę utworów jest naprawdę dobrych (‚Here’, ‚Touched’, ‚Temptation’, ‚Dirty Hole’, ‚You’), parę gorszych, ale album naprawdę niezły. Owszem, zalatuje czasem NIN, ale głos Crosby’ego jest bardzo charakterystyczny. Szkoda, że później nie nagrali nic równie ciekawego…

    • A są, są – nawet ktoś go kiedyś próbował ściągać do Polski. Niestety nie wyszło, choć podobno z jego formą na żywo i tak bywa różnie. Na późniejszych płytach zdarzały mu się pojedyncze, fajne kawałki, ale to już raczej, ot, do przygrywania – nic tak interesującego jak debiut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *