Trevor Something – Synthetic Love

Kiedy wrzucałem naszą synthwave’ową playlistę dla początkujących do kanałów społecznościowych, ktoś mi gdzieś zostawił komentarz „Trevor Something does not exist”. Ładnie rozegrane, bo było to nie tylko zwrócenie uwagi na dość istotny brak w playliście, lecz także tytuł debiutanckiego krążka Trevora właśnie. No ale przyznaję sam, nie wiem, jak to się stało, że przez tyle czasu Trevor Something nie pojawił się na naszym blogu. Pora najwyższa nadrobić.

Gdy klikniemy na oficjalnej stronie Trevora w zakładkę „Bio”, ukaże nam się tylko jedno zdanie: „Trevor Something does not exist”. Na profilu na Facebooku czytamy, że mieszka w Miami, ale przecież co drugi projekt newretro specjalnie podaje taką lokalizację, by podtrzymać swój wizerunek. W zasadzie jedyne, czego możemy się o Trevorze dowiedzieć, to że inspirują go Depeche Mode, Gary Numan, Nine Inch Nails i M83. I jeszcze paru innych. I to powinno w sumie wystarczyć. Od siebie dodam, że tym, co od razu wybija Trevora spośród reszty synthwave’owców, jest wokal. To nie przybysz z kosmosu zasłaniający się za syntezatorem ani inny zmutowany cyborg wysławiający się przy pomocy vocodera, a oldskulowy wokalista, który tworzy klasyczne piosenki w ejstisowym stylu – nie utrzymane w tym klimacie instrumentale.

Jeśli szukacie więc przede wszystkim hiciorów niczym z lat osiemdziesiątych, które nie dadzą wam spokoju przez dłuższy czas, Trevor jest od nich specjalistą. Zaraz po krótkim, „kasetowym” wprowadzeniu rusza cała parada przebojów. Nastrojowe „All Night” z kiczowatymi hookami i słodkim klawiszem. Przepełniony melancholijnymi chórkami „Fade Away” to w ogóle mistrzostwo świata i mój ulubiony kawałek Trevora. Bardziej żywiołowy „Miami Nights” doskonale oddaje klimat nie zawsze bezpiecznych, nocnych imprez, a zmysłowe „Something About You” prowadzi nas wprost do sypialni rodem z ejtisowych filmów dla dorosłych. Niestety Trevor podpatrzył też od swoich idoli skłonność do tzw. zapychaczy i na tle pozostałych utworów blado wypadają czy to „One Night Stand”, czy też monotonny „Love You Again”. Ale ważne, że kończy znów w wielkim stylu, przepełnionym efektami kawałkiem tytułowym.

Całe „Synthetic Love” stanowi hołd dla lat osiemdziesiątych również pod względem wysmakowanej produkcji. Wszystkie te syntezatorowe aranżacje są starannie doszlifowane i wzbogacone tak charakterystycznym automatem perkusyjnym, pojedynczymi beatami czy flangerami w tle – doskonale się tego słucha. Zwłaszcza że wokal Trevora również świetnie się w tę stylistykę wpasowuje. Jest jednak jedna rzecz, na którą nie mogę przymknąć ucha i która wstrzymuje mnie, by budować pomnik Trevorowi: teksty. Nie żebym był jakoś przesadnie wrażliwy na rzucanie mięchem, ale jeśli ktoś kreuje się na ejtisowego wrażliwca – mało tego! – kilkukrotnie składa całkiem ładne i pasujące do reszty image’u teksty w stylu:

You don’t know where to go
Lost in this world and everyday is the same
Don’t know why we still try
It never works but still we do it again

And I try to get to know you
But you fade away, yeah, you fade away
I know you’re scared feelings are spared
’cause you fade away, yeah, you fade away

A chwilę potem prezentuje takie rzeczy:

I just want to fuck you
And fuck you and fuck you
And fuck you again

Albo po prostu niepotrzebnie epatuje wulgarnością:

She’s good to go, her sex is dope and I’m a fiend
I lay her down, she spread her thighs, I’m in between
She doesn’t stop, she’s got to be a sex machine
We fucking hard, we fucking long, we fuck so mean

No to sorry, ale kompletnie to do mnie nie przemawia i tylko burzy cały ten misternie budowany image. „Closer” Nine Inch Nails to dopiero 1994 rok, tutaj mieliśmy tkwić w rdzennych ejtisach i zupełnie innym rodzaju wrażliwości. Za to wielki minus.

Ale i tak nawet te kilka tekstów nie jest w stanie popsuć mi ogólnego odbioru twórczości projektu Trevor Something. „Synthetic Love” to wciąż świetna płyta, a i na nierówność materiału jest świetna rada: wywalić niektóre kawałki i w ich miejsce wstawić „Do You Remember”, „Stranger” czy „Live For Tonight” z wydanej pod koniec zeszłego roku EP-ki „Lost Memories”. W ten sposób otrzymamy niemalże idealną płytę w stylu new retro i łatwiej przyjdzie nam czekać na nowy krążek Trevora, który już wkrótce ukaże się nakładem NewRetroWave Records.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

0 komentarzy do "Trevor Something – Synthetic Love"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *