TOP10: Płyty, na które czekamy w 2016 roku

Zrezygnowałem tym razem z podsumowania 2015 roku (na szczęście wyręczyli mnie Jon Krazov i Danny Neroese), więc nadrobię przynajmniej przeglądem albumów, na które już się napalam i liczę, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy będę zapętlał. Nie oczekuję, że 2016 rok będzie równie udany co poprzedni – kłóciłoby się to zresztą z moją teorią o wyższości lat nieparzystych nad parzystymi – ale ciekawych wydawnictw raczej nie zabraknie. Oto 10 płyt, o których wkrótce powinno być głośno na naszych łamach.

1. Perturbator – The Uncanny Valley

Stali bywalcy Jeszcze tego nie słyszałeś z pewnością wiedzą, że to nasz lokalny bóg. Po świetnym „I am the Night” i „Dangerous Days” nie mamy żadnych wątpliwości, że będzie to solidny kandydat do miana płyty roku. Przekonuje już sam tytuł krążka, odwołujący się do jednego z podstawowych terminów cyberpunku. „Dolina niesamowitości” to specyficzne uczucie, którego doznajemy na widok sztucznego bytu, który niby przypomina wyglądem człowieka, jednak budzi w nas pewien niepokój. Czy tak samo zareagujemy na nowy krążek Jamesa Kenta? Przekonamy się już wkrótce, premiera ma się odbyć w pierwszym kwartale 2016 roku. Oby nie zapomniał o obietnicy koncertu w Polsce!

2. Suede – Night Thoughts

Następca ciepło przyjętego (również na tym blogu) „Bloodsports” trochę się spóźnia, ale już jest na prostej drodze do premiery. Trzęsący britpopową sceną lat dziewięćdziesiątych Suede, niezmiennie z Brettem Andersonem na czele, powrócą 22 stycznia 2016 roku. Dostępne już single „Outsiders” i „Like Kids” pozwalają oczekiwać solidnego albumu z chwytliwymi melodiami i melancholijną atmosferą. Tę ostatnią ma podtrzymać specjalnie przygotowany na potrzeby krążka film w reżyserii Rogera Sargenta.

3. The Soft Moon – Deeper Remixed

Kolejnego krążka po „Deeper”, mojego osobistego numeru 1 roku 2015, nie ma co oczekiwać tak szybko. Na szczęście Luis Vasquez nie będzie nas trzymał na głodzie do czasu wydania kolejnego pełnowymiarowego wydawnictwa. Już 5 i 19 lutego ukażą się dwa mini wydawnictwa z remiksami, dzięki którym usłyszymy ograny już do nieprzyzwoitości materiał w zupełnie nowych wersjach. Udostępnione dotychczas kawałki dają nadzieję, że będą to świeże i intrygujące podejścia.

4. Dead Astronauts – Arms of Night

„Arms of Night” – tak będzie się nazywało nowe wydawnictwo jednego z naszych ulubionych, synthwave’owych duetów. Wiemy, że za jego oprawę graficzną będzie znowu odpowiedzialny Glenn Arthur i przypuszczamy, że będzie w nią zamieszana znowu kobieta jeleń. Liczymy, że Jared i Hayley nie zawiodą i stworzą równie udane dzieło, co „Dead Astronauts EP” i „Constellations”!

deadastro

5. Death Grips – Bottomless Pit

Nie wiem, jaki jest obecny status Death Grips, nie wiem, ile razy jeszcze będą się rozpadać i czy zagrają w 2016 roku OFF Festival. Nie wiem nawet, czy ich zapowiedź „Bottomless Pit” można traktować poważnie. Na razie Zach Hill (wyjątkowo nie MC Ride) pokazał światu nagranie z 2013 roku, w którym popularna w latach 70. aktorka Karen Black czyta jego twórczość. Nawet nie pytajcie.

6. Garbage

Shirley Manson nie wydała nic z kolegami od tak dawna, że nawet nie mieliśmy okazji napisać nic o niej na tym blogu. W 2015 roku debiutowi Garbage stuknęło 20 lat, ale nie wiemy, czy będzie to miało jakiś wpływ na nowy materiał. Tak samo jak tego, czy wydany z okazji Record Store Day singiel „The Chemicals” stanowi jakiś wyznacznik nowego kierunku. Na razie słyszeliśmy tylko od Butcha Viga, że zespół chce się uwinąć z nagraniami do lutego 2016. Trzymamy kciuki.

7. oOoOO

Co się stało z naszym ulubionym witch house’owcem? Czyżby zniknął bez słowa po nagraniu pełnowymiarowego debiutu „Without Your Love”? Ludzie z tej sceny mają tak niestety w zwyczaju. Ostatnim przejawem aktywności Chrisa Greenspana było umieszczenie na Soundcloudzie kawałka pod tytułem „Yr Gonna Love Me” – nie ma już po nim śladu. A szkoda, bo jeszcze w styczniu 2015 roku zagrał w Gdańsku inny premierowy kawałek. Liczymy, że jeszcze wróci do życia – na razie, na pocieszenie, jedna z jego mniej znanych kompozycji.

8. Nine Inch Nails

Jeśli mam być całkiem szczery, to bardziej niż na następcę „Hesitation Marks” czekam na zapowiadaną od lat reedycję „The Fragile”. Jednak po niedawnym instrumentalnym wydaniu udostępnionym przez Apple Music, chyba już nie mam na nią co liczyć. No dobra, no to w takiej sytuacji pozostaje mi się jarać spektakularnym tweetem Reznora o treści „New NIN coming in 2016”. Możesz odkurzyć jakieś dema, ale przede wszystkim: zaproś do współpracy nowego producenta, plz.

9. Crystal Castles

W 2014 roku była wielka drama: Alice Glass odeszła z Crystal Castles. Co to będzie?! – darli się fani wniebogłosy. Okazało się, że nic wielkiego, bo Ethan Kath funkcjonuje pod tym szyldem nadal, a swoimi słowami – i dwoma nowymi kawałkami – udowodnił, że Alice wcale taka niezbędna w tym duecie nie była. Możecie to nazywać solidarnością plemników, ale jak na razie jestem w pełni po stronie Ethana i już nie mogę się doczekać, aż zamknie usta niedowiarkom, prezentując nowy krążek Crystal Castles z tą całą Edith. Oczywiście ewentualnej solówki Alice też posłucham – ale po jednym „Stillbirth” jestem niemal pewien, kto wyjdzie z tego pojedynku obronną ręką.

10. SoundQ

Na koniec coś z rodzimego podwórka. Jarałem się już SoundQ w naszym pamiętnym zestawieniu godnych uwagi polskich wykonawców, kiedy zapętlałem sobie ich EP-kę „Xanadu”. W tym roku ma się ukazać pełnowymiarowy album, na Facebooku regularnie dzielą się informacjami o postępach w pracy. Jeśli jeszcze ich nie słyszeliście, obadajcie, jakie sobie fajne wideo machnęli w Japonii.

Oczywiście to tylko przewidywania, co do których mam jakieś konkretne podstawy. W międzyczasie liczę, że w 2016 roku zaskoczy mnie cała masa artystów z Bandcampa, Soundclouda i innych hipsterskich podziemi, o których obecnie nawet nie śnię.

A Wy na co czekacie?

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

6 komentarze do “TOP10: Płyty, na które czekamy w 2016 roku

  1. No nie wiem z tym NIN. Po ostatniej nudnej płycie z plumkająco-mlaskającymi rytmami nie spodziewam się niczego dobrego. Gdzie ten szalony, brutalny Reznor? Szkoda gadać. Najgorsze, że i tak to kupię. 2016 to dla mnie na tę chwilę nowy Filter i Numan, którego zmagania z tematem możemy obserwować na bieżąco. Dodatkowo szykuje zaporową liczbę wydawnictw koncertowych, więc drżyj świnko skarbonko. Poza tym czekam na nowy album Alphaville, drugą część projektu Jarre’a i pośmiertną płytę Bowiego (tak tak).

  2. O, myślałam, że Garbage zapadli się pod ziemię i nie miałam pojęcia, że wydają nową płytę. Będę mieć to na uwadze.

    Z Twojego zestawienia czekam na płytę The Soft Moon, Suede, NIN i Crystal Castles.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *