TOP10: Najlepsze piosenki Falco

Falco, czyli tak naprawdę Johann Hans Hölzel, obchodziłby dziś 59. urodziny. Jego pseudonim pochodzi od niemieckiego skoczka narciarskiego, Falko Weißpfloga. Choć sprzedał na świecie ponad 20 milionów płyt i prawie drugie tyle singli, poza rodzimą Austrią postrzegany jest raczej jako artysta jednego przeboju. Tym jednym kawałkiem jest oczywiście „Rock Me Amadeus” – jedyny nr 1 na liście Billboardu autorstwa niemieckojęzycznego artysty. Pochodzi z jego najsłynniejszej płyty, „Falco 3”, dlatego tradycyjnie ominiemy ten album szerokim łukiem i zajmiemy się mniej znanymi hiciorami – a tych Falco miał niemało już od pierwszej, inspirowanej jeszcze mocno Davidem Bowiem płyty (znalazł się na niej zarówno „Helden von heute” z cytatem z „Heroes”, jak i kompozycja „Nie mehr Schule” oparta na „Speed of Life”). Jeśli chcecie się dowiedzieć jeszcze więcej o życiu Johanna, polecamy film „Falco – Verdammt, wir leben noch!”.

Przyjrzyjcie się razem z nami najpopularniejszemu austriackiemu muzykowi od czasów Mozarta.

1. Ganz Wien

Debiutancki album Falco rozsławił przede wszystkim singiel „Der Kommissar”, który wziął na warsztat nawet Option 30 z Trentem Reznorem na wokalu. To jednak nie jedyny fajny kawałek na tym krążku. My polecamy „Ganz Wien” – można by rzec, że to prekursor krajowego „Miasto wciąga” Tiltu. Doczekał się nawet anglojęzycznej wersji pt. „That Scene”. No cóż, tłumaczenia są ponoć jak kobiety: albo piękne, albo wierne…

2. Junge Roemer

Po sporym sukcesie „Einzelhaft” drugi album Falco postrzegało się jako książkowy przykład syndromu drugiej płyty. Fakt faktem, przebojów na miarę debiutu to tutaj nie ma. Może poza tytułowym kawałkiem, który nawet nieźle radził sobie na niektórych europejskich listach przebojów. „Młodzi Rzymianie” to ostatnie chwile, kiedy Hölzel wzoruje się na Ziggym Starduście – potem już będzie wprowadzanie większej ilości angielskiego i ogromny, przytłaczający sukces „Falco 3″…

3. Wiener Blut

Po triumfalnym pochodzie „Rock Me Amadeus” droga do sławy stała przed Falco otworem. Niestety, nie od dziś wiadomo, że aby odnieść sukces w USA, trzeba się tam na stałe przenieść, a przed tym wokalista się mocno wzbraniał. Stąd też klapa krążka „Emotional” – choć to była po prostu bardzo słaba płyta. Na szczęście chwilę po niej Falco podniósł się na „Wiener Blut”, jednej z najmocniejszych pozycji w jego dyskografii. Zobaczcie, co się dzieje w tym teledysku…

4. Tricks

„Wiener Blut” jest przepełnione hitami w podobnym stopniu co „Falco 3” – niestety, płyta nie mogła się równać ze słynnym krążkiem na listach przebojów. Gdyby jednak wykrojono z niej więcej singli, na pewno jeden z nich należałby się tej kompozycji. Jest tu absolutnie wszystko, za co kochamy Falco: rapowana zwrotka, momentalnie uzależniający refren i typowe dla Austriaka wokalizy. Nic tylko zapętlać.

5. Garbo

Po Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie przyszła pora na… Gretę Garbo. Kolejny niewykorzystany hit z „Wiener Blut”, choć nawet był wybrany do promocji. Falco złożył w nim hołd szwedzkiej gwieździe takich filmów jak „Ludzie w hotelu” czy „Ninoczka”. Tym razem cały tekst został przygotowany po angielsku. Spróbujcie tylko nie nucić refrenu „ooo, Garbo”!

6. Neo Nothing – Post of All

„Data de Groove” to chyba najbardziej specyficzna pozycja w dorobku Falco. To pierwszy krążek od czasów „Junge Roemer” wyprodukowany przez Roberta Pongera, ale nie brzmi przez to wcale archaicznie. Choć „Neo Nothing – Post of All” to świetny otwieracz, wprowadzający w klimat już syntezatorowym intrem, nie zabrakło tu miejsca dla ewidentnych pomyłek jak tandetny „Tanja P. nicht Cindy C.”.

7. Titanic

Powrót do najwyższej formy. Austriakowi skończyli się popkulturowi idole, więc tym razem napisał taneczny szlagier o niezatapialnym Titanicu. Nie sposób nie dać się porwać w ten dramatyczny „deca-dance”, podczas gdy cały statek tonie w panice. No i po jednopłytowej przerwie wracamy do efektownych teledysków. Nic dziwnego, że kawałek radził sobie całkiem nieźle na listach przebojów – wyjątkowo nie tylko w Austrii.

8. Mutter, der Mann mit dem Koks ist da

Wydany jeszcze w 1996 roku singiel „Mutter, der Mann mit dem Koks ist da” był największym sukcesem Falco od lat. Sam pamiętam, jak kawałek hulał non-stop na liście przebojów niemieckiej Vivy, którą prowadził niejaki Mola Adebisi. To iście kuriozalna techniawa z chórem dzieci, szalonym wokalistą i totalnie zrytym teledyskiem – co akurat zawsze nieźle wychodziło Austriakowi.

9. Out of the Dark (Into the Light)

Gdy włodarze wytwórni Falco świętowali sukces „Rock Me Amadeus”, ten nie podzielał ich entuzjazmu. Miał wtedy wypowiedzieć prorocze słowa, że nie potrafi się cieszyć, bo wie, że następnym razem osiągnie taki sukces dopiero w dniu śmierci. Niestety miał rację. Wydany już po jego śmierci singiel pochodzący z identycznie zatytułowanego krążka cieszył się ogromną popularnością. Nie ma co przypisywać tego wyłącznie śmierci wokalisty – to po prostu autentycznie jedna z jego najlepszych piosenek.

10. Verdammt wir leben noch

Jeszcze przed śmiercią Hölzel miał poważne wątpliwości co do zawartości swojego – jak się okazało – ostatniego albumu. Wielokrotnie zmieniał kolejność poszczególnych utworów, niektóre z nich w ostatniej chwili wywalił i prawdopodobnie planował zastąpić nowymi, których już nie zdążył nagrać. Część kompozycji, które nie trafiły na „Out of the Dark (Into the Light)”, znalazła się na wydanym rok później „Verdammt wir leben noch”. Tytułowy kawałek to jeden z jego ostatnich singli.

A jaki jest Wasz ulubiony kawałek Falco?

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *