The Threshold HouseBoys Choir – Form Grows Rampant

Skoro już udało mi się wreszcie zacząć o Coilu, trzeba iść za ciosem. Tym razem jednak zajmę się czymś z twórczości „okołocoilowej”, nie zaś z przepastnej, właściwej dyskografii brytyjskich dźwiękowych szamanów. Gdy zmarł John Balance, nie było wątpliwości, że to już koniec Coila. Jednak drugi stały element duetu, Peter „Sleazy” Christopherson, nie zamierzał wycofywać się z muzyki. Jeszcze przed wydaniem „Ape of Naples” zadebiutował w Rosji nowym, solowym projektem o intrygującej nazwie The Threshold HouseBoys Choir.

Spróbujmy od razu tę nazwę rozszyfrować. Sam muzyk wspominał po czasie, że jej wymówienie zajmuje trochę czasu, poza tym – cytując – ciężko zmieścić ją na prezerwatywie, flash-drivie czy kostce mydła, więc przyszłe projekty będą nosić prostszą nazwę (i tak się stało, gdy do życia został powołany SOISONG). Threshold House – to wytwórnia Christophersona powołana do życia, by wreszcie w jakiś sensowny sposób dystrybuować wydawnictwa jego, Balance’a i innych zaprzyjaźnionych muzyków. Boys – domyślcie się. Choir – no bo teoretycznie jest tu coś na kształt chóru. Mimo że to w pełni solowy projekt Sleazy’ego (palce maczał w nim tylko Danny Hyde). Za chór tak naprawdę robi tu Macintosh, na którym panowie posklejali, poprzetwarzali i porozciągali śpiewy tajlandzkich tubylców przy użyciu programów z rodziny Ableton i Melodyne. To, co z tego wyszło, jest fascynujące i zarazem troszkę przerażające – kiedy zna się już genezę tych dźwięków.

„Form Grows Rampant” to zaledwie pięć kompozycji, ale nie bójcie się, całość trwa swoje pięćdziesiąt minut. To twórczość przede wszystkim dla miłośników tej najbardziej „uduchowionej” twórczości Coila. Owszem, są tu eksperymentalne piski i charakterystyczne pasaże dźwiękowe (wita nimi już „A Time of Happening”), pełnią one jednak rolę skrzydeł na wyższy stopień świadomości, a nie wrót do wymiaru schiz i szaleństwa. To ambientowe mantry, których piękno rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie skończyło się „Ape of Naples” – zupełnie jakby miało być nowym tomem dobrze znanej sagi. Z tymże na ostatniej płycie sygnowanej szyldem „Coil” pełno było smutku i melancholii, żałoby i dekadencji. A „Form Grows Rampant” to muzyka przepełniona życiem, wolą istnienia czy wręcz radością (jak w „As Doors Open Into Space” – utworze wydanym wcześniej w nieco innej wersji jako „Mahil Athal Nadrach” na tribute albumie poświęconym pamięci Balance’a, „…It Just Is”). Przetworzone głosy „chóru” wypadają przecudnie, choć wzbudzają uczucie określane w nauce jako „dolina niesamowitości„.

Jak na mantry przystało, kompozycje są dość monotonne. Na przykład – chyba mój ulubiony – „Intimations of Spring”: prowadzony przez zsamplowany głos, stopniowo obudowywany kolejnymi elementami. Dopiero w trzeciej minucie dołącza do niego właściwa melodia i dodatkowe zawodzenie w tle. W pojawiających się w dalszej części kompozycji dźwiękach zaznajomione już z Coilem ucho od razu doszuka się znajomych efektów i brzmień. Mimo że „Intimations of Spring” trwa przeszło jedenaście minut, ciężko mi sobie wyobrazić, aby ktoś się przy nim nudził. To wymarzone tło do marzycielskich wędrówek poza czas i umysł, idealnie pobudzające trzecie oko. „So Young It Knows No Maturing” jest już bardziej eksperymentalne, mniej kojące – i do tego jeszcze dłuższe. Ale jeśli na przykład jaraliście się kiedyś Deep Forest i tzw. „world music”, The Threshold HouseBoys Choir może być interesującym, kolejnym krokiem w tym kierunku. Myślę, że już same tytuły rodzą odpowiednie skojarzenia. „So Free It Knows No End” – właśnie to. Ta muzyka Was uwolni, wyciszy i sprawi, że odłożycie każdą broń. Ale jak już wspominałem przy Coilu, co wyniesiecie dla siebie z tego doświadczenia, zależy tylko od Was. To żaden new age’owy popburger Michaela Cretu.

Do płyty dołączono DVD z nagraniami z GinJae Vegetarian Festival w Krabi Town, podłożonymi pod znane z CD kompozycje. Traktowałbym je wyłącznie jako ciekawostkę: prezentują tajlandzkich chłopaków, dobrowolnie poddających się transom i dość… szokującym rytuałom. Możecie sobie poszukać na YouTubie – osobiście optuję za tym, żeby pozwolić własnemu umysłowi na kreowanie wizji pod tę muzykę.

Na zakończenie ciekawostka. W czasach, gdy wytwórnie płytowe prześcigały się w wymyślaniu coraz bardziej bezsensownych zabezpieczeń, które stanowiłyby utrudnienie życia przede wszystkim dla legalnych nabywców, Peter Christopherson obrał nieco inną drogę. „Form Grows Rampant” zabezpieczył przed kopiowaniem, rzucając nań klątwę, która miała dotknąć osoby upubliczniające materiał nieupoważnionym osobom. Klątwa miała dotykać energii życiowej takich ludzi i znacznie wpłynąć na ich karmę. Niestety, nie ma za bardzo możliwości zdobycia tej płyty w legalny sposób. Fizyczne wydanie, tradycyjnie, ma od dawna wyczerpany nakład, a na wznowienia nie ma co liczyć – Threshold House było zarządzane przez samego Christophersona. Jeszcze gorzej wygląda kwestia ewentualnych streamingów – obaj panowie z Coila otwarcie sprzeciwiali się wszelkiej maści iTunesom. Co prawda ich artystyczne dziedzictwo miało być zabezpieczone przez Brainwashed Archives, jednak po ogłoszeniu projektu wznowień zapadła o nich kompletna cisza i nie zanosi się, aby coś w tej kwestii miało się w najbliższym czasie zmienić.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *