Świetliki – Ogród koncentracyjny

Trywialna historia: mężczyzna, butelka, …ska, która dopiero odzyskała wolność. On między wojną z jednym wierszem, a miłością z drugim, która być może też przerodzi się w wojnę, zakłada zespół. To miasto jeszcze nie było jego, lecz gdy zagrał w nim swój pierwszy koncert, docenili go zarówno Wisława Szymborska, jak i Czesław Miłosz, siedzący w pierwszym rzędzie. Tak rodziła się legenda Świetlików.

Długo zastanawiałem się, co można jeszcze napisać o tej płycie. Minęło w końcu dwadzieścia lat: Marcin Świetlicki wciąż wymieniany jest w gronie najważniejszych polskich poetów po 1989 roku, Świetliki wciąż grają i to na poziomie (polecam trzypłytową (!) „Sromotę” sprzed dwóch lat), a o samym „Ogrodzie koncentracyjnym” powiedziano już przecież wszystko. …no właśnie, ale czy na pewno? Bo aż wpisałem na szybko w Google i poza ofertami sklepów internetowych ciężko znaleźć jakikolwiek artykuł poświęcony tej płycie. Tym bardziej należałoby ją odkurzyć na potrzeby naszego bloga. Ale co tu o niej można napisać?

W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zawędrowałem aż do Białegostoku, gdzie miałem przyjemność uczestniczyć w wyjątkowym koncercie Świetlików, na którym odegrany został od początku do końca cały materiał z „Ogrodu koncentracyjnego”. Ten występ przekonał mnie tylko, że dwadzieścia lat później ten album nic a nic się nie zestarzał. Świetlicki wciąż fascynuje celnością swoich obserwacji, nietypowym słownictwem i szalonym, czarnym poczuciem humoru. Na potrzeby koncertu uaktualniał niektóre teksty o nazwiska obecnych polityków, uchodźców czy aktualne nowinki technologiczne, którymi wypełniamy nasze coraz bardziej puste życia, oryginały jednak spokojnie obroniłyby się i bez tego. No bo co się przeterminowało w takiej „…sce”?

Dlaczego twój niepokój tak obraca się wokół wyrazów:
niepodległość – wolność – równość – braterstwo – Polska
od morza do morza – bezrobocie – podatki – Gazeta Wyborcza?
Czy nie wiedziałeś, że są to małe wyrazy?
Czy nie wiedziałeś, że są to wyrazy najmniejsze?
Dlaczego właśnie o nie zahacza twój język?
Czy nie wiedziałeś, że tym wszystkim rządzi ta szczupła dziwka,
ta którą kochasz a raczej masz na nią ochotę?
która wybiera sobie tego, którego akurat ty nienawidzisz?
Który znęca się nad nią i wbija w nią gwoździe?
Przez nią siedzisz w więzieniu! Przez nią jesteś głodny!
Przez nią!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Znamienne, że przypominając okoliczności powstania poszczególnych piosenek, Świetlicki zwracał uwagę, jak to choćby jedna z bohaterek jego piosenki mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych. Koncert w białostockiej Zmianie Klimatu potwierdził tylko, że wciąż największymi szlagierami „Ogrodu koncentracyjnego” pozostają bujający „Opluty (44)” i kultowa „Nieprzysiadalność”, czyli typowa świetlikowa historia damsko-męska w oparach wciąż popalanych przez podmiot liryczny papierosów i litrach alkoholu, do którego się nie chce przyznawać. Ale żeby nie było, że Świetliki to tylko brutalność – znalazło się tu choćby miejsce dla cudownie bezpruderyjnej ballady miłosnej „Olifant”.

Głupie to trochę, ale nie dziwi mnie, że do dziś wywiady z Marcinem Świetlickim potrafią zaczynać się od zarzutu o wielkie rozczarowanie, jakim się okazał na polskiej scenie muzycznej. O jakim rozczarowaniu mówię? Oczywiście o tym, że nie zabił się np. zaraz po nagraniu drugiej płyty (w ten sposób wciąż ocalałby „Pies”, czyli świetlikowa wersja Stoogesowego „I Wanna Be Your Dog”). Wtedy mielibyśmy własnego Iana Curtisa, a tak musieliśmy obserwować, jak w kolejnych latach nasza zmarnowana legenda wkracza do mainstreamu z Bogusławem Lindą (ale to wciąż lepsze niż przypadek Maleńczuka, prawda?). Musi nam wystarczyć, że doczekaliśmy się jednej z najbardziej przekonujących prób połączenia poezji śpiewanej z rockiem na naszej scenie. Z noirowym klimatem, kontrowersyjnymi wierszami i niepokojącym dodatkiem kontrabasu czy altówki. Zakładam, że to połączenie się naprawdę udało, bo nawet mój profesor od polskiej literatury współczesnej chodził na koncerty Świetlików – a przecież wiadomo nie od dziś, że poloniści słuchają tylko Schuberta i Gosseca. Ostatecznie Fleischmanna – ale na pewno nie „Cacy Cacy Fleischmaschine”.

Ogród koncentracyjny 20 lat później. #Świetliki #live #Białystok #przysiadalność

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @el_rajmundo

I tak powoli zbliżam się do wyjścia. Wciąż nie wiem, co tu jeszcze można napisać o „Ogrodzie koncentracyjnym”. Wcale nie nadrobiłem brakującej relacji ze Zmiany Klimatu, a o koncercie powiedziałem w zasadzie tyle co nic. Przytłaczająca liczba 23 utworów na płycie została przeze mnie zaledwie muśnięta. Ale już nie mam ochoty. Ja to pierdolę. Dziś jestem w nastroju nierozpisywalnym.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

0 komentarzy do "Świetliki – Ogród koncentracyjny"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *