Snowid – Legendy

Rzadko mi się zdarza, aby album, o którym nie wiadomo praktycznie nic, był pewniakiem stawianym w ciemno na półce „Najlepszy Album Roku 2015”. W ogóle w muzyce jest to rzadkość, ale w tym przypadku nie mogło być inaczej, o nie. Gdyż – moi mili państwo – ten niepozorny krakowiak w kalesonach, który był bohaterem zeszłorocznego Space Festu, stworzył coś nowego, nietuzinkowego, co nie jest miałkie. Ten niepozorny krakowiak o image’u Słowianina to (drum roll…) Snowid!!!

Zwróćcie uwagę na aż trzy wykrzykniki wieńczące poprzednie zdanie. Cytując internetowego klasyka: wiedzcie, że coś się dzieje. Tyle konwenansów na teraz, gdyż pora na tego, który widzi sny. Co wiadomo o Snowidzie? Nie za wiele. Pojawił się w sieci około rok temu – i w sumie to tyle. Niektórzy są nawet zdania, iż to nie człowiek, lecz istota, która przedostała się do naszego świata przez Strumień Demonów. Jest więcej pytań niż odpowiedzi. Pewne jest jedynie to, że wraz ze swym przyjacielem, DJ-em Grzybem, obrał sobie za cel zabranie słuchacza w magiczną podróż, wyprawę do świata ich umysłów i wyobrażeń. A ja nie chcę wiedzieć, co to za świat.

Muzyka prezentowana przez Snowida to tzw. „pagan disco”. Szczerze powiem, że to jak na razie jedyne trafne określenie jego twórczości. Ogólnie rzecz biorąc brzmi on trochę jak podrasowany chiptune z lekko „oddalonym” głosem i tekstami o magii, potworach i szeroko rozumianej tematyce fantasy. Również folklor słowiański stanowił dla niego wyraźną inspirację. Jedno jednak udało się mu znakomicie – ten klimat! Sam nawet nie wiem jak go opisać, bo jest taki specyficzny, wręcz jedyny w swoim rodzaju. Niby jest mowa o heroicznych czynach jak walka z kolosami, niby są wręcz powalające tytuły w stylu „Strumień Demonów”, a z drugiej strony znowu elektroniczne melodie połączone z tanecznymi rytmami wbijają się w zwoje mózgowe i nie chcą z nich wyjść! Zagnieżdżają się w ośrodku przyjemności, wstawiają stolik z koronkową narzutką i wazonem kwiatów pośrodku, rozsiadają się w wygodnym, bujanym fotelu i palą tytoń w świetnie zdobionej, drewnianej fajce. To właśnie wcześniej wspomniana atmosfera i sam fakt istnienia tego albumu stanowi o jego boskiej sile przebicia. Nie dokonała tego momentami partyzancka elektronika, nie dokonały tego dodatkowe wstawki od Kipikaszy (poszukajcie sobie tego duetu niewieściego w Internetach) czy boski tors DJ-a Grzyba. Tak jak pisałem wcześniej – o albumie nie było wiadomo praktycznie nic, ale mimo wszystko już wtedy byłem pewien, że będzie on niedościgniony. Od wydania „Legend” stałem się oficjalnie fanem Snowida.

Możecie się ze mnie naśmiewać lub zarzucać mi fanbojstwo, ale prawda jest jedna: Snowid jest ponad percepcję zwykłego człowieka. Ten niepozorny krakowiak wychodzi poza utarte ścieżki i schematy, przekracza wszelkie granice. To dzięki niemu otworzyłem oczy, dzięki niemu zaczynam widzieć więcej niż zwykły śmiertelnik. Zaczynam się spełniać, czuć, że życie ma mi do zaoferowania coś więcej. Rzucam wszystko i zaczynam nagrywać pagan disco. A Snowid mym panem na zawsze.

The following two tabs change content below.

Danny Neroese

Nie przepada za mówieniem o sobie. Ekscentryk i samotnik. Ceni swój wyjątkowy gust muzyczny.

Ostatnie wpisy Danny Neroese (zobacz wszystkie)

2 komentarzy do "Snowid – Legendy"Dodaj swój →

  1. Snowid robi satyrę jednocześnie z nurtów pagan i disco – że się powtórzę: to musiał być hit. W pierwszej chwili myślałam, że to coś w stylu Night Mistress – Wielki Wojownik, ale tu wchodzi w grę zupełnie inna jakość…
    NO MARSJAŃSKI MŁOT, SERIO? 😀 GENIUSZ
    BTW skoro współpracuje z Dj Grzybem, to jedna z wcześniejszych kompozycji pt. Taniec leśnych grzybów musi być hołdem dlań!
    To idę na bagna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *