Power Glove – EP II

Australijski duet Power Glove to jeden z najważniejszych projektów współczesnej sceny synthwave’owej. Ich działania są przemyślane i precyzyjne od samego początku. Wpierw objawili się światu kawałkiem „Hunters”, który pojawił się w filmie „Włóczęga ze strzelbą”. Zaraz potem wydali pierwszą EP-kę. Ani się człowiek obejrzał, jak stali się najpopularniejszymi mistrzami ejtisowej nostalgii obok Kavinsky’ego i Perturbatora. Wszystko za sprawą znakomitej ścieżki dźwiękowej do gry „Far Cry 3: Blood Dragon”, którą zlecili im włodarze UbiSoftu, otwierając tym samym wrota do szerszej popularności. Po dwóch latach względnego spokoju producenci z Melbourne wracają. I znów rozpętali niemałą burzę w społecznościach miłośników lat osiemdziesiątych…

Czy dlatego, że „EP II” jest tak dobra? A może właśnie tak zła?

Nie, jest po prostu inna. Sami muzycy przyznali: Tak jak „Blood Dragon” był naszym hołdem dla filmów z wytwórni Cannon (dla niewtajemniczonych: chodzi o producenta filmów akcji klasy B, głównie produkcji z Jean-Claude Van Damme’em i w reżyserii Alberta Pyuna), a „EP1” taśmą do ćwiczeń przy filmach akcji, tak „EP II” to nasza podróż do obskurnych klubów z początku lat dziewięćdziesiątych. Odrobina cyberpunku, trochę new jack swingu. Jako człowiek, który niedawno wyrażał zaniepokojenie pewną stagnacją w całym tym retro wavie, nie mam z tym najmniejszego problemu. Zwłaszcza że Power Glove odnaleźli się w nowych klimatach wcale nie gorzej. „EP II” trzeci dzień nie schodzi mi z playlisty.

Uważni obserwatorzy profilu Australijczyków na Soundcloudzie wypatrzą od razu na playliście dwie znajome pozycje. Pierwsza z nich to „Motorcycle Cop” – utwór, który wisi na wspomnianej stronie już od roku, mimo to pozostaje najciekawszą pozycją na „EPII”. To niepokojąca melodia zakorzeniona jeszcze w latach osiemdziesiątych i carpenterowskich brzmieniach. Nie odbiega tak bardzo od „Blood Dragona”, ale i nie brakuje w niej nowych elementów. Takich jak przewijające się przez całą EP-kę, niezrozumiałe, spowolnione sample wypowiedzi.

Power Glove uderza tym samym w klimaty, które momentalnie skojarzyły mi się z niezapomnianymi, pierwszymi EP-kami Gatekeeper.

Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że u Australijczyków jest o wiele spokojniej i bezpieczniej dla psychiki słuchacza. Drugim znanym już wcześniej utworem jest remiks „4am” zespołu The Fauns, który oryginalnie znalazł się na wydanej w 2013 roku płycie „Lights”. To jeden z tych przypadków, kiedy oryginał wyłączyłem po 30 sekundach (jakieś indie pitolenie), natomiast remiks prezentuje zupełnie nową jakość. Uwodzicielska, wręcz erotyczna propozycja w sam raz na czwartą nad ranem. Kto pamięta „Love Theme” z „Blood Dragona”, ten wie, o co chodzi (tylko niech tutaj sobie doda zmysłowy niewieści wokal).

Z tego, czego wcześniej nie mieliśmy okazji usłyszeć, wyróżniam przede wszystkim „Grip”. To kolejny argument za tym, że „EP II” zmierza w kierunku rejonów opuszczonych już (niestety) przez Gatekeepera, a jednocześnie wczesne lata dziewięćdziesiąte w pigułce. Oldskulowy beat z automatu perkusyjnego, ciągłe urywki sampli z niezidentyfikowanych, new jack swingowych hiciorów, do tego monotonne, spowolnione we’re watching you. Jest nawet chwila zwolnienia, kiedy w tle pojawiają się sakralne chóry niczym z chorałów gregoriańskich – czyli patent, który na początku lat dziewięćdziesiątych zapewnił miliony sprzedanych płyt Enigmie. Po tym kawałku nie ma wątpliwości, że duet producentów z Power Glove rozumie lata dziewięćdziesiąte w takim samym stopniu jak lata osiemdziesiąte. Z kolei „E-240” to znowuż wychillowana pościelówa. Sympatyczna, ale to zaledwie przygrywka przed „4am”.

I wychodziłoby na to, że najsłabiej w tym zestawie wypada dość monotonny „Punker”, ale fragmenty końcowej części też nie pozwalają mi go nazwać słabym.

Nie ma więc wątpliwości, że „EP II” dość znacząco różni się od tego, do czego przyzwyczaili nas Power Glove. To jednak doskonały znak, że ci najwięksi nie tłuką non-stop tych samych schematów, a szukają nowych dróg dla swojej twórczości. Power Glove wygrywają pod tym względem podwójnie, bo na tej nowej ścieżce odnaleźli się doskonale. Powiem więcej: ta EP-ka podoba mi się znacznie bardziej od pierwszej, do której tak naprawdę wracam bardzo rzadko (wyłączając kawałek „Fantastic Lover”). Ortodoksyjni ejtisowcy będą kręcić nosem, ale spójrzcie: „Hotline Miami 2” też już wybiegło do następnej dekady. Także o ile teraz „EP II” wywołuje skrajne reakcje, nie zdziwię się, jeśli za kilka lat będzie postrzegana jako producenckie proroctwo nowej ery. Zobaczycie.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

2 komentarzy do "Power Glove – EP II"Dodaj swój →

Dodaj komentarz