Muzyka z Dooma

Od dłuższego czasu gromadzę różne wersje muzyki z „Dooma”. Zaczęło się trochę przypadkowo, od tej oryginalnej, którą na potrzeby gry skomponował i wyprodukował Bobby Prince. Po latach poszukiwań oraz dziesiątkach googlowań znalazłem coś, co najprawdopodobniej jest oryginalnymi MIDI skonwertowanymi na mp3 (będę wiedział na pewno, jeżeli kiedykolwiek dorwę „Doom Music” z 1997 roku). Ale nie ma tego złego — przy okazji w ręce wpadło mi „The Doom 2 Variations: a Tribute to Bobby Prince” Dimænsion X. I od tego drugiego zaczęło się poszukiwanie kolejnych. Ale po kolei.

Oryginał

Zanim przejdziemy dalej, chciałbym przybliżyć trochę oprawę muzyczną do „Dooma” oraz „Dooma 2”.

Twórca

BobbyPrince1992

Bobby Prince jest niewątpliwie ciekawą postacią. W 1966 roku skończył psychologię na Uniwerystecie Georgii. Następnie poszedł do wojska i służył w Wietnamie, gdzie w latach 1969-70 dowodził plutonem w stopniu porucznika (rodowód trochę jak James Blunt — najpierw wojna, potem kariera muzyczna). Po powrocie z Wietnamu uzyskał doktorat z psychologii, a potem — z prawa. W 1980 roku skończył aplikację i przez kilka lat był adwokatem. W międzyczasie interesował się komponowaniem muzyki MIDI. Źródła są niejasne, ale gdzieś wtedy dostał propozycję stworzenia muzyki do gry. Najprawdopodobniej chodziło o „Catacomb 3-D” stworzone przez id Software. Od tego momentu zaczyna się jego kariera zawodowego kompozytora.

Z dokonań Bobby’ego Prince’a poza „Doomem” wymienić można ścieżki dźwiękowe do „Wolfenstein 3D” oraz „Duke Nukem 3D” (dla starych wyjadaczy również tytuł „Commander Keen” powinien nie być obcy). Po zakończeniu robienia muzyki do gier, zajmuje się tworzeniem ścieżek dźwiękowych do niezależnych filmów.

Muzyka

Doom2

Podczas tworzenia muzyki do „Dooma” jeden z programistów id Software, John Romero, przyniósł mu kilka płyt CD z muzyką metalową i powiedział, że chciałby coś w tym stylu. Bobby Prince potraktował to bardzo poważnie i stworzył kompozycje oparte na riffach z podrzuconych utworów. Jako prawnik wiedział, na ile może sobie pozwolić, żeby nie zostać oskarżonym o plagiat. Ponieważ „metalowa” oprawa nie pasowała do wszystkich poziomów, powstało też kilka bardziej ambientowych kompozycji.

Ogólnie kawałki z „Dooma II” uważam za dojrzalsze od tych, które były wykorzystane w „Doomie” — te moim zdaniem są krótsze i o wiele bardziej powtarzalne, a przez to nużące. Być może w grze się to sprawdzało, ale kiedy przychodzi do samodzielnego słuchania, to niestety momentami wieje nudą. Są oczywiście wyjątki — jak na przykład „Sign of Evil”, które wydaje się stworzone pod wysmakowaną solówkę na gitarze, czy „Nobody Told Me About id”, które ujmuje swoistym monumentalizmem (zwróćmy jednak uwagę, że obydwa motywy pochodzą z poziomów finałowych, które siłą rzeczy są krótsze – tam, gdzie przewidziana jest dłuższa rozgrywka, motywy są uboższe). Niemniej gdybym miał wybrać całościowo, to bezapelacyjnie biorę „Dooma II”.

Tematy muzyczne z drugiej części są dłuższe i sprawiają wrażenie, jakby Bobby Prince lepiej się przy nich bawił, a to zawsze przekłada się na przyjemność słuchającego. Mistrzostwem jest na przykład wykorzystanie klawikordu jako jednego z instrumentów w „Into the Sandy’s City”. Nie brakuje też ciężkiego łojenia jak w „Shawn’s Got the Shotgun” (czyżbym słyszał „Whenever I May Roam” Metalliki?) czy „The Demon’s Dead”. Zawsze mnie też bawi lounge’owa końcówka „The Healer Stalks”. Innymi słowy jest to znacznie więcej niż można by się spodziewać po oprawie muzycznej strzelanki bez większej fabuły (ale o tym kiedy indziej).

Przeróbki

Zapis MIDI, pomimo całego siermiężnego balastu brzmieniowego, ma jedną zaletę — jest jak zapis nutowy. Można wyciągnąć, jakie dźwięki mają być grane w jakiej kolejności (zawodowi muzycy wybaczą mi to zdanie). To aż prosi się o jakieś remiksy czy zagranie tego jeszcze lepiej niż w oryginale (przy czym „jeszcze lepiej” oznacza tylko i wyłącznie wykonanie, ponieważ kompozycyjnie nie można tam nic dodać i nic ująć).

„The Doom 2 Variations: a Tribute to Bobby Prince”, Dimænsion X

DOOM2 CD Cvr

Tak dochodzimy do sprawcy całego zamieszania. Dimænsion X jest przede wszystkim gitarzystą (metalowym) i jako taki podszedł do kompozycji Bobby’ego Prince’a. Nad oryginalnymi midami (jak zgaduję) nagrał solowe wariacje wybranych partii. Wyszło mu to wspaniale. Miejscami bardziej bluesujące („The Dave D. Taylor Blues”), a miejscami bardziej rockowo-metalowe, wydobywają nowe życie z tych kompozycji. Słuchałem tej płyty bardzo długo smakując każdego riffu.

Wielka szkoda, że jedynym żywym instrumentem jest tutaj gitara elektryczna, ponieważ wyraźnie widać, że materiał źródłowy ma o wiele, wiele większy potencjał, jeżeli jest dobrze zagrany. Czasami kiedy nie mogę zasnąć, to marzę sobie, że Dimænsion X dogadał się z jakimś zespołem i razem nagrali całość „na żywo”. Nie nastawiam się oczywiście, ale byłoby super.

Linki

Muzyka z Doom Remake, DJ Redlight

Prawda jest jednak taka, że trybut* Dimænsion X nie był pierwszym podejściem, z jakim miałem do czynienia w życiu, tylko pierwsze spotkanie nie miało tego czegoś. Gdzieś w 2005 roku zainstalowałem sobie Doom Remake, port do gry, który wprowadzał między innymi tekstury w wysokiej rozdzielczości oraz trójwymiarowe obiekty: przeciwników, przedmioty do zbierania czy dekoracje. Całość w pierwszej chwili zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Z czasem zachwyt ustąpił i wróciłem do bardziej klasycznego podejścia (uosabianego przez ZDooma). Doom Remake jednakże — inaczej by go tu nie było — oprócz całego wizualnego blichtru miał też przepisaną na nowo muzykę, którą sobie wyciągnąłem z gry (była już w formacie mp3).

To wtedy po raz pierwszy odkryłem, że muzyka z „Dooma” (pierwszej części) jest po prostu nudna. Z wyjątkami, ponieważ nie odkryłem wtedy, że poziomy finałowe są bardziej wymuskane, ale jednak. Podpisałem sobie ładnie mp3 (były zupełenie nieotagowane) i chwilę słuchałem, ale — biję się w pierś — nie wsłuchiwałem się. Najprawdopodobniej jednak podświadomie coś tam wchłonąłem i pozwoliło mi to sześć lat później rozsmakować się w solówkach Dimænsion X. DJ Redlight zagrał płytę przyjemnie i w moim mniemaniu aż za przyjemnie, bowiem trochę bez pazura. Wszystko jest zbyt gładkie, zbyt ambientowe. I jakkolwiek sprawdza się w grze, to do słuchania luzem mniej — w pewnym momencie po prostu wyłączam się i pod koniec płyty orientuję się, że właściwie jej nie słuchałem. Może też dlatego w 2005 roku temat przeróbek nie chwycił. Inna sprawa, że wielu ich wtedy nie było.

Link

  • Strona DJ-a Redlighta. Dla wygody klikających ustawiona tak, że na górze są do pobrania pliki w formacie pk3 (który jest niczym innym, jak plikiem zip): „Doom” oraz „Doom II”. Niewykluczone, że będziecie musieli sobie jeszcze pliki odpowiednio otagować. No cóż, paczka powstała do używania w grze, nie do słuchania.

„Delta-Q-Delta”, OverClocked ReMix

DeltaQDelta

Po podejściach raczej odtwórczych teraz dla odmiany mamy do czynienia z czymś zgoła innym. Dziesięciu autorów siadło do materiału źródłowego z szacunkiem, ale bez świętojebliwości i postanowili nagrać coś współczesnego „na motywach”. Wyszło tak świetnie, że aż szkoda, że całość liczy sobie jedynie czternaście utworów.

Pod pozornie mało kojarzącym się z „Doomem” tytułem mamy elektroniczno-rockową (w latach 90. powiedzielibyśmy: industrialną, teraz nie wiem nawet jak) mieszankę wybuchową. Tak naprawdę nazwa projektu pochodzi od IDDQD, kodu na nieśmiertelność, który — chodzi o trzy ostatnie litery — został nazwany po bractwie Delta-Q-Delta, które Dave Taylor, jeden z twórców gry, utworzył podczas nauki w college’u. W niektórych aranżacjach wykorzystano sample z gry. Największe wrażenie zrobiła na mnie zbrodniczo krótka przeróbka pt. „Adrian’s Sleep”, która brzmi, jakby dokonało jej Nine Inch Nails. (In-joke: ulubioną grą Trenta Reznora, lidera Nine Inch Nails, jest właśnie „Doom”. Ja to wyraźnie słyszę w instrumentalu pt. „The Mark Has Been Made” z albumu „The Fragile”. Między innymi z powodu swojego fanbojstwa zrobił potem muzykę do „Quake’a”; być może nawet wygryzając Bobby’ego Prince’a. Zastosowanie więc stylu tego akurat artysty bardzo mile połechtało moje odczucia estetyczne).

Linki

„The Dark Side of Phobos”

DarkSide

Kolejny projekt uwspółcześniający, tym razem autorzy (powtarza się paru z „Delta-Q-Delta”) wzięli jednak na warsztat „Dooma” i muszę przyznać, że dopiero w tej odsłonie, odchodzącej miejscami od oryginału, zyskał w moich oczach. Wykonania tchnęły sporo życia w kompozycje, do „Victory Music” napisano nawet tekst (uwielbiam ten wjazd gitarowy po skończonej wokalizie). To stąd pochodzą moje ulubione wersje „Sign of Evil” oraz „Nobody Told Me About id”. Wszystkie utwory, podobnie jak na „Delta-Q-Delta”, mają zmienione tytuły.

Linki

„Doom Remakes”, José „CoTeCiO” Navarrete

CoTeCiO

CoTeCiO wziął na warsztat „Dooma”, chociaż widziałem na YouTubie też kilka utworów z „Dooma II” i może doczekamy się też pełnego wydania wszystkich melodii z drugiej części. Jeżeli dobrze rozumiem (nie mam muzycznego wykształcenia), CoTeCiO nagrał osobno wszystkie ścieżki i nie wiem, czy zrobił to ręcznie (co obstawiam), czy jakimś programem, ale brzmi to doprawdy niesamowicie, np. „Nobody Told Me About id” zagrane na basie czy „Victory Music” na fortepianie odebrały mi mowę. Niezła robota.

Linki

Steve Rot’s Doom Tribute

HellOnEarth

Kiedy zaczynałem pisać artykuł, płyta CoTeCiO miała być ostatnią w zestawieniu, jednakże research wykonany przy okazji jego pisania pozwolił mi odkryć jeszcze jedno wydawnictwo, którym z radością teraz się podzielę. Trybut składa się z dwóch dystrybuowanych razem części:

  • „Phobos Anomaly: Steve Rot’s Doom Tribute” i
  • „Hell On Earth: Steve Rot’s Doom 2 Tribute”.

Steve Rot postanowił rozbić bank i osiągnął postawiony sobie cel. Jest to najlepsza płyta spośród opisywanych tutaj, jeśli chodzi o wierne odwzorowanie oryginału. Po prostu mucha nie siada. Przepisane 1:1 co do dźwięku oraz wykorzystanego instrumentu. To tak, jakby ktoś zrobił wersję HD oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Jakby do MIDI wpuszczono głębię. I za to powinna należeć się jakaś nagroda.

Swoją drogą przy całym moim zachwycie dla wykonania muszę powiedzieć to jeszcze raz: kompozycje z „Dooma” są niestety nudne i w większości mało urozmaicone. W ich przypadku nowa aranżacja więc aż tak dużo nie daje i jeżeli chcielibyście zacząć swoją muzyczną przygodę z „Doomem”, to raczej poleciłbym „The Dark Side of Phobos”. Steve Rot na szczęście pokrył tylko pierwszy epizod i odsłuchanie go zajmuje jakieś trzydzieści jeden minut.

Za to przeróbka „Dooma II” po prostu urywa dupę. Gdyby w szkołach były muzyczne lektury obowiązkowe i zależałyby one ode mnie, to „Hell On Earth: Steve Rot’s Doom 2 Tribute” otwierałby listę.

Linki

Per Kristan Risvik

Jak możemy dowiedzieć się z jego strony, Per Kristan Risvik jest z zainteresowania i z zawodu dźwiękowcem. Taki też był jego punkt wyjścia: postanowił uczcić Dooma przy pomocy swoich umiejętności i w ramach hołdu dokonał dość interesującej przeróbki, niestety tylko części kompozycji. Co ciekawe, przy każdym przerobionym utworze rozpisał się krótko, dlaczego właśnie ten i na jakie podejście się zdecydował. Do moich ulubieńców należą jego wersje „The Healer Stalks” z basem inspirowanym latami 80. i bardziej wyeksponowaną częścią salsa oraz „Shawn’s Got a Shotgun”, które nabrało mocy dzięki odpowiedniemu potraktowaniu głównego riffu. Nie widać tego po tekście, ale siedzę teraz przy klawiaturze i płaczę, że nie wszystko zostało wzięte na warsztat, ponieważ to, co jest, tak bardzo wymiata.

Oprócz muzyki, nasz dzielny dźwiękowiec stworzył również odgłosy wydawane przez potwory oraz broń. A właściwie nie tyle stworzył, co odtworzył: dotarł do oryginalnych dźwięków składowych i nagrał je jeszcze raz. Jako dźwiękowcowi przeszkadzała mu słaba jakość. I can relate to that.

Linki

Kinkiness

Skrywający się za tajemniczym pseudonimem artysta (artyści?) z minimalistyczną — by nie powiedzieć: szczątkową — stroną internetową postawił na bardzo oszczędny ambient. Szybkie utwory stały się więc wolne, a dynamiczne motywy snują się niespiesznie, choć nie mniej mrocznie niż w oryginale. Wszystko jest tak spójne, że słucham tego wyłącznie jako całości. Gdybym miał jednak coś wyróżnić, to byłoby to „Donna to the Rescue” z „Dooma”, które przywodzi mi na myśl „Diamond Diary” Tangerine Dream ze ścieżki dźwiękowej do „Złodzieja” Michaela Manna.

Link

elguitarTom

a1238747420_2

Muzyk posługujący się pseudonimem elguitarTom zrealizował moje marzenie, jakie miałem podczas słuchania po nocach wariacji Dimænsion X: kawałki z Dooma nagrano w pełnym rockowym składzie. Mamy więc gitarzystę, basistę, perkusistę i klawiszowca. Jednym słowem: czad. Na YouTubie jest nawet nagranie sfingowanego koncertu, gdzie scena jest kolejną mapą, a publika to potwory z gry. Jest nawet rzeźnia na koniec. Melodie grane wprost, bez zbędnych udziwnień, co przydaje zestawieniu realizmu, a jednocześnie oddaje honory inspiracjom dla kompozycji Bobby’ego Prince’a. Jednocześnie elguitarTom nie poszedł na łatwiznę i na przykład w „Into the Sandy City” zrezygnował z ikonicznego już w tym momencie klawikordu i motyw początkowy zagrany został na klawiszach. To bardzo obiecujący sygnał i reszta materiału podąża tym tropem.

Linki

Podsumowanie

Lista jest otwarta, więc jeżeli natknę się na coś ciekawego, to ją uzupełnię. Słuchałem na YouTubie trochę przeróbek, które niestety nie były częścią większych trybutów (jak chociażby „Doom II” w wersji CoTeCiO), więc nijak ich tu nie ma jak umieścić. Spotkałem się między innymi z wersją techno jednego z tematów, która brzmiała całkiem spoko. Do tego czasu pozostaje słuchać to, co mamy. Biedy nie ma.


Lektura dodatkowa

  1. Artykuł o muzyce z „Dooma” — na uwagę zasługują zebrane informacje o utworach, na których oparto kompozycje.
  2. Artykuł o muzyce z „Dooma II” — analogiczny do tego powyżej.
  3. „Doom Archaeology” — post z bloga Johna Romero na temat niewykorzystanej w grze muzyki.
  4. Artykuł o „Catacomb 3-D”.

Bibliografia

  1. Bobby Prince — hasło na Wikipedii. O dziwo bogatsze niż w wersji angielskiej. To rzadkość godna odnotowania.
  2. Bobby Prince — hasło na Videogame Music Preservation Foundation. Pod tym linkiem można znaleźć „dyskografię” z gier komputerowych.
  3. Trybut — hasło w Słowniku Języka Polskiego.
  4. Artykuł o „Delta-Q-Delta”.
  5. Artykuł o „The Dark Side of Phobos”.
  6. Artykuł o trybucie Steve’a Rota.
  7. Dyskusja na Doomworld na temat trybutu Steve’a Rota.

* Uwaga językoznawcza

Powinienem być może raczej użyć słowa „hołd”, ale prawdą jest, że w światku fanów muzyki od lat używamy określenia trybut, co jest kalką od angielskiego tribute, i nie zamierzam teraz tego zmieniać. Termin ma dość precyzyjne znaczenie i oznacza najczęściej płytę pełną coverów jednego artysty, czasami wręcz z jednej płyty. Oznacza to, że słowo to idealnie pasuje do wszystkich wydawnictw tu opisanych. Poza oryginałem. Słowniku, dostosuj się. Dziękuję za uwagę.


Tekst pierwotnie pojawił się 7 listopada 2013 na stronie autora.

The following two tabs change content below.
Wielki amator 80s revival movement. Z zasady nie uznaję podziału na gatunki — muzyka jest jedna. Ponadto jestem doomologiem klasycznym i sporadycznie pisuję o filmach.

5 komentarzy do "Muzyka z Dooma"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *