mind.in.a.box – R.E.T.R.O.

Znana wszem i wobec stylistyka „retro” i wszystko, co z nią związane, przeżywa w ostatnich latach (mniej więcej od 2010 roku, o ile dobrze orientuję się w czasie) swego rodzaju renesans – a to chiptune się rozwija, tam gdzieś jakieś Perturbatory się produkują i tworzą synthwave czy inne nu retra. Nie wspomnę nawet o grach indie, które często również są pod wpływem pikseli i oldschoolowych inspiracji. Żeby nie było jakichś zarzutów czy wrogości – osobiście nawet lubię te klimaty, lecz mam wrażenie, iż ostatnio robi się tego za dużo i trochę mnie to już męczy. Jednakże pewien austriacki kwartet o dość wymyślnej nazwie mind.in.a.box (po co te kropki?) postanowił trochę zaszaleć i zrobić mały skok w bok w postaci albumu o wiele mówiącej nazwie „R.E.T.R.O.”.

Dlaczego skok w bok? Otóż prosta sprawa – wszystkie ich dotychczasowe albumy tworzyły pewną całość, opowieść osadzoną w klimatach cyberpunkowych. Rozpisywać się na ten temat tu nie warto, gdyż to materiał na osobny artykuł, niemniej jednak gwoli wyjaśnienia należało o tym wspomnieć. Tak więc jak już sama nazwa albumu wskazuje, nie ma on za wiele wspólnego z historią przedstawianą przez kapelę. Wręcz przeciwnie – „R.E.T.R.O.” to takie oddanie hołdu grom i muzyce 8-bitowej. Jest to w gruncie rzeczy ściśle powiązane z przeszłością dwóch głównych filarów grupy – Stefana Poissa i Markusa Hadwigera – którzy zanim stworzyli mind.in.a.box, często współpracowali z twórcami gier komputerowych. Skorzystali więc z okazji nabytej sławy i wyrobionej renomy, aby odświeżyć klasyczne dźwięki, nadać im nową jakość, jednocześnie nie zapominając o dziedzictwie.

Powiem od razu: „R.E.T.R.O.” jest wręcz przeurocze – koniec kropka, end, finito. I mówcie sobie, co chcecie, ale jeżeli chodzi o klimat lat 80-tych i początku 90-tych, jest on tu zachowany w świetnej formie, i – co ciekawe – nie traci na nowoczesności. Elementy futurepopu, który to w końcu jest główną inspiracją dla muzyki mind.in.a.box, są starannie przeplatane z chiptune’owymi motywami. Zresztą część utworów to przeróbki klasycznych tematów przewodnich niektórych gier: Light Force, The Last Ninja, Supremacy czy The Last V8. Plumkający, kwadratowy bas typowy dla tej odmiany muzyki tanecznej jest zestawiany z liniami melodycznymi tworzonymi za pomocą chipów SID (które w Commodore 64 były odpowiedzialne za wytwarzanie dźwięku – dzisiaj służą jako główny motor napędowy SID Station). Gdzieś tam w tle, dla wypełnienia ktoś zagra „srogi riff” na gitarze (to był żart, bodajże tylko w jednym utworze się ona pojawia, a i tak bardziej w tle) albo wrzuci pady typowe dla muzyki 8-bitowej. O właśnie, dobrze, że wspomniałem o tej ósemce. Totalnym the best of the best na tej płycie jest dla mnie utwór „8 Bits”. Co mnie w nim urzekło? Tak samo wokal (pewnie ku Waszemu zdziwieniu: to jest głos męski, lecz przemodulowany tak, by brzmiał bardziej kobieco – sam się na to naciąłem na początku), jak i melodia oraz słowa:

every day I look the same,
and the sun is always shining.
I look out, and there is 3D.
I keep looking down and miss my shadow.

every day my hair is fine,
but one dot keeps changing colors.
I know my heritage is noble,
but still I feel like I’m a clone.

8 bits are enough for me,
this is not where I should be.
my life is more than information,
I want a life beyond emulation.

Cóż rzec na koniec – było to bardzo miłe doświadczenie. Od „R.E.T.R.O.” zaczęła się ma przygoda z mind.in.a.box (i nie tylko moja – obok komentarz naszego Ojca Dyrektora) i prędko się nie skończy. Ci Austriacy pokazali, że można łączyć stare z nowym w inteligentny i przemyślany sposób, nie obawiając się opinii publicznej. Nie chcieli również zaskakiwać. Chcieli po prostu wrócić do czasów swego dzieciństwa, swych młodzieńczych lat, kiedy to zagrywali się w Space Invaders. Chcieli oddać pokłon temu, co ich ukształtowało, i co mile wspominają.

3145274e95ec7569df1ad4122063b55bTrzy słowa od ojca prowadzącego

Pomysł na tę płytę bardzo mi się podoba, choć przyznam szczerze, że z całej dyskografii mind.in.a.box (którą gorąco polecam) trafia na moją playlistę najrzadziej. Poza trzema piosenkami. Wspomniany przez Danny’ego „8 Bits” to oczywiście absolutny mus, wymarzony przebój dla wszelkiej maści nerdów, lecz zaraz obok niego stawiam „I Love 64” – nerdowski lawsong z równie urzekającym tekstem. Natomiast wisienką na szczycie tortu jest wieńczący „R.E.T.R.O.” „Whatever Mattered” – to już wręcz futurepop progresywny, chyba najlepszy kawałek w całym dorobku tego projektu (szczególnie w wersji live). Marzy mi się cyberpunkowa przyszłość, w której sam zostanę progresywnym tatuśkiem z wąsem i tak jak współcześni terazrockowi trójkofile wydają ostatnie pieniądze na limitowane edycje nowego Pink Floyd czy Stevena Wilsona, będę przepuszczał kasę na holovideo z ekskluzywnymi wydawnictwami mind.in.a.box – utrzymanymi w takiej właśnie stylistyce. (rajmund)

The following two tabs change content below.

Danny Neroese

Nie przepada za mówieniem o sobie. Ekscentryk i samotnik. Ceni swój wyjątkowy gust muzyczny.

3 komentarze do “mind.in.a.box – R.E.T.R.O.

  1. A może pokusicie się o recki dwóch debiutów a zarazem jednych z lepszych płyt 2014 ? 3TETTH-3TEETH i Cocksure-TVMALSV ? Bo widzę po blogu że podobne klimaty ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *