Laibach – Spectre

Zbędny wstęp dla tych, którzy nie słyszeli wcześniej o Laibachu JESZCZE TEGO NIE SŁYSZELI

Jak nie słyszeliście Laibacha, to na pewno słyszeliście o Rammsteinie. I na pewno macie takiego znajomego – bo każdy się z kimś takim spotkał – który twierdzi, że Rammstein jest oryginalny, niepodrabialny i jedyny w swoim rodzaju. Jeśli wcześniej tego nie uskutecznialiście, to możecie od dziś parskać śmiechem na jego widok. Bo to taka sama bzdura, jak mówienie o oryginalności i innowacyjności polskiego Oberschlesien. Był chociażby taki Laibach, przy którym Rammstein to grzeczne misie, zamknięte jeszcze na wszelki wypadek w klatce mainstreamu. Laibach to część całego artystycznego przedsięwzięcia zwanego Neue Slowenische Kunst. O jego rozmachu niech świadczy fakt, że mają swoje „ambasady” i wydają własne paszporty, twierdząc przy tym, że powołali do życia nowe państwo pozbawione terytorium.

To grupa tak radykalna w swojej formie, że w latach osiemdziesiątych jej koncerty były notorycznie zabraniane (przede wszystkim w rodzimej Słowenii). W czym się ta straszna forma objawia? Na przykład w tym, że muzycy Laibacha bez wahania sięgają po faszystowską symbolikę i mundury. Grzeczne popowe piosenki pokroju „One Vision” Queen przerabiali na iście nazistowskie hymny. Ale spokojnie: to wszystko gra, zabawa i satyra. Specjalnie posunięta tak dalece, by uświadomić nam zagrożenia płynące z wykorzystywania sztuki do celów propagandowych i ośmieszyć totalitarne systemy. Czy coś takiego… Na dobrą sprawę nawet nie wiemy, kto na tych płytach występuje. Wszyscy muzycy Laibacha to po prostu bezimienni członkowie kolektywu (ale dzisiejsze źródła swoje powiedzą).

Wstęp właściwy

Gdy prawie pół roku temu ukazywała się EP-ka „S”, uspokajałem, że nowy materiał Laibacha zapowiada się całkiem smakowicie. Taka salwa na wiwat przed wydaniem pełnego krążka była całkiem potrzebna. W końcu nie licząc wybryków typu „Laibachkunstderfuge BWV 1080” czy soundtracku do „Iron Sky”, to pierwszy premierowy materiał Słoweńców od ośmiu lat. A przecież i wydany w 2006 „Volk” to tak naprawdę były „covery” (chyba nikt w okolicy nie ma tak porąbanej dyskografii…). Niestety dziś, gdy znam całą zawartość „Spectre”, odnoszę wrażenie, że wystrzelali się na promocyjnej EP-ce i na pełnej płycie już wyraźnie zabrakło amunicji.

S…

Bo sprawa jest prosta. Zdecydowanie najlepsze kawałki na ósmym bogowie wiedzą którym albumie Laibacha to te, które znamy od października. Przede wszystkim dynamiczny „No History” z syntezatorowym zgrzytem i uzupełniającymi się damsko-męskimi wokalami. Ale i spokojniejszy „Eurovision” z wyrazistym beatem i jak zwykle złowieszczym głosem Milana Frasa, który ogłasza, że „Europe is falling apart”. No i przeelektronizowany już zupełnie „Resistance is Futile”, gdzie nawet wokal przepuszczono przez dehumanizujące efekty, nie wspominając o syntetycznej jeździe w refrenie. Jawnie nawiązując do startrekowego Borga, Laibach ostrzega, że opór jest daremny, a i tak zostaniemy zasymilowani w ramach Blitzkriegu. Normalnie nie miałbym nic przeciwko, przy „Spectre”… Chyba jednak będę się opierał.

…pectre

Choć tytuł nowej płyty jest och-tak-bardzo w stylu Laibacha, nawiązując do krążącego nad Europą widma komunizmu z pierwszego zdania „Manifestu komunistycznego” Marksa i Engelsa, to jednak wolałbym, aby Słoweńcy zatrzymali się tym razem na samym „S”. Bo już na otwarcie (i singla!) wybrali sobie kuriozalne „Whistleblowers”, wzorowane na stuletnim marszu pułkownika Bogeya autorstwa Kennetha Alforda. Tyle że zamiast orkiestry dętej mamy tu gwizdany motyw (Laibach zrealizował modne ostatnimi czasy określenie „whistleblower” bardzo dosłownie), patetyczne organy i wielogłosy. Z jednej strony: typowy Laibach, z drugiej… Wyraźnie odstaje to od reszty albumu.

Albumu, który momentami brzmi jak ostatnie dokonania Skinny Puppy czy inne elektroniczne szaleństwa spod znaku trzech literek (IDM, EBM czy inne WTF). Weźmy taki „Eat Liver”, gdzie atakuje nas regularny noise i mantrowy „liver, liver, liver”. Albo „Bossanova”, w której wszystko znowu opiera się na dynamicznym rytmie. Ale to już nie te beatowe, apokaliptyczne transy, co na „WAT”. Nawet jeśli w „Americana” znowu pojawiają się „stękania”. Wszystko jest łagodniejsze, wygładzone. Na pewno w dużej mierze to zasługa Miny Špiler, której głosu jest na „Spectre” mniej więcej tyle samo, co utożsamianego dotąd z Laibachem Frasa. Bardzo dobrze sprawdza się jako dodatek, ale gdy przejmuje główną rolę (jak w „We are Millions and Millions are One” czy monotonnym „Walk with Me”), siła wyrazu wyraźnie słabnie.

Europe is falling apart

Oczywiście Laibach nie byłby Laibachem, gdyby w tekstach nie angażował się w aktualne sprawy polityczne. „Eurovision” to żaden kandydat na słynny festiwal, a bardziej wizja Europy, która stoi protestami niezadowolonych mas, poddających w wątpliwość pokój, skoro nie ma otwartej wojny. „Whistleblowers” to oczywiście hymn wynoszący na szczyt wojowników o internetową wolność jak Julian Assange i Edward Snowden. Przez utwory ciągle przewijają się motywy wzywając do rewolucji i zmiany świata. Dość znamienne jest również to, że utopijny finał, który ma dawać nadzieję i prowadzić światełkiem przez mrok dzisiejszych czasów, nosi tytuł „Koran”. Dla tych, co chcą się w to bardziej angażować, powołano już specjalną Partię, przygotowano manifesty i tak dalej…

W utworze „Americana” padają słowa: „”If you wanna change the world, you’d better do it with a thrill”. I paradoksalnie właśnie tego „thrilla” brakuje mi na „Spectre”. Osobiście tęsknię za Laibachem z czasów „WAT”. Bo wiadomo było, że nastrojowa i urocza odsłona zaprezentowana we współpracy z Silence na „Volk” to tylko jednorazowy projekt. Ale przy takim projekcie jak Laibach trzeba się pogodzić, że każda płyta prezentuje zupełnie inne oblicze. Na „Spectre” nie kąsają jak dawniej i choć sięgają po broń, zbyt często pudłują. Nie słyszę tu szans na zmianę świata.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

2 komentarzy do "Laibach – Spectre"Dodaj swój →

  1. Laibach ma tyle muzycznych odmian i wcieleń, że przerobił już chyba każdy możliwy rodzaj muzyki industrial. „Spectre” uważam osobiście za jedną z najlepszych tegorocznych płyt. Aczkolwiek daleko jej do „Jesus Christ Superstars”

Dodaj komentarz