John Carpenter – Lost Themes

Nie będzie chyba wielką przesadą, jeśli nazwę Johna Carpentera ojcem chrzestnym zdobywającego coraz większą popularność w ostatnich latach synthwave’u. Największe gwiazdy tego nurtu otwarcie przyznają się do inspiracji: Perturbator wymienia „Halloween” jako swój ulubiony film wszech czasów, Carpenter Brut… No, nie będę obrażał Waszej spostrzegawczości. Artyści ci wyraźnie nawiązują do atmosfery z kultowych horrorów amerykańskiego reżysera, nie zapominajmy jednak, że Carpenter często robił też do swoich filmów muzykę. I to jej charakter naśladują równie chętnie współczesne gwiazdy synthwave’u.

W takiej sytuacji jak najbardziej logiczne wydaje się więc, że to właśnie teraz John Carpenter postanowił wydać nową płytę – pierwszą w swojej karierze, która nie byłaby bezpośrednio powiązana z jakimś jego filmem. Motywy przewodnie z „Halloween” czy „Ucieczki z Nowego Jorku” może nie do końca pasują do miana „niezapomnianych przebojów”, lecz z pewnością zostawały w głowie po seansie. Tyczy się to również tych nieco mniej znanych, jak wejściówka z równie niedocenianego „W paszczy szaleństwa” – filmu składającego hołd ponadczasowemu Lovecraftowi. Jak podkreśla sam filmowiec, „Lost Themes” było przede wszystkim niezobowiązującą zabawą – po raz pierwszy nieograniczoną granicami filmu, pod który trzeba odpowiednio dopasować muzykę. Tym razem mógł sobie pozwolić na większą swobodę, a nawet zaprosił na improwizacje do domowego studia współpracowników: Daniela Daviesa (ścieżka dźwiękowa do „I, Frankenstein”) i swojego syna, Cody’ego, który nagrał już wcześniej klasycznie progrockową płytę pod szyldem Ludrium. W ten sposób wytwórnia Sacred Bones doczekała się w swoim katalogu kolejnego kultowego filmowca (po Davidzie Lynchu), który tym razem skupił się na muzyce.

John Carpenter pozostaje wierny swoim dotychczasowym kompozytorskim przyzwyczajeniom i nie przytłacza rozbudowanymi do granic możliwości aranżacjami jak jego dużo młodsi naśladowcy. To wciąż w większości klawiszowe bądź klasycznie fortepianowe motywy, powtarzane w dużych ilościach z nieznacznymi wariacjami. Taki schemat nie przeszkadza jednak w tworzeniu rozbudowanych suit – najlepszym przykładem ośmiominutowy „Obsidian”, w którym dzięki urozmaiconemu intrumentarium mamy wrażenie, że jesteśmy już dwa kawałki dalej, aż po ataku piszczącego syntezatora powraca początkowa melodia. Takich kosmicznych syntezatorów jest tu więcej, zwracają uwagę w „Domain”, gdzie towarzyszą im złowrogie organy. Z kolei „Wraith” uderza zmianą nastrojów na tle syntetycznego plumkania, w której bierze udział nawet gitara. Nie jest to może kawałek na miarę soundtracku do „Duchów Marsa” (na którym, dla przypomnienia, zagrali m.in. Steve Vai, Buckethead i Scott Ian z Anthrax), ale to wciąż jedna z bardziej wciągających propozycji w tym zestawie.

Żeby więc nie było, że Carpenter pogrąża się w monotonnych klimatach, utwory na „Lost Themes” są bardzo zróżnicowane. „Mystery” uderza nieco kiczowatym brzmieniem telewizyjnych horrorów sprzed dwóch dekad, „Abyss” dla odmiany rodzi bardziej paranormalne skojarzenia i jego fragmenty słyszałbym w którymś odcinku „Z Archiwum X”. Po nokautującym już na samym wstępie „Vortex”, mam wrażenie, że najlepsze kompozycji zachowano na koniec. Stopniowo obdzierany z ozdobników „Purgatory” to klimatyczna perełka, która mogłaby robić za tło w kulminacyjnej scenie filmu, kiedy poznajemy jego główny zwrot akcji. Jeszcze lepsze jest finałowe „Night” – złowieszcze i wpadające w ucho jednocześnie. Wydanie cyfrowe zawiera dodatkowo sześć remiksów. Wspomniany „Night” pojawia się w jeszcze ciekawszej wersji Deana Hurleya z dodatkowym beatem i wokalem Zoli Jesus. Na uwagę zasługują też remiksy „Wraith” ohGra (czyli Nivka Ogre’a ze Skinny Puppy) i „Abyss” w wersji JG Thirlwella.

Czy 67-letni dziadek Carpenter odesłał młodych do kąta i pokazał, jak się robi prawdziwy synthwave? Aż tak bym nie szarżował z osądami. To jednak zupełnie inne podejście do takiej muzyki. Przede wszystkim słychać, że tak samo jak współcześni retro wave’owcy mają kupę frajdy z nawiązywania do ulubionych filmów, tak i Carpenter musiał mieć ubaw przy nagrywaniu „Lost Themes”. I miłośnicy takich brzmień raczej też się nie zawiodą.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

1 komentarz do "John Carpenter – Lost Themes"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *