Hidden By Ivy – Acedia

O duecie Hidden By Ivy dowiedziałem się… Cóż, z naszego fanpage’a na Facebooku. Dzięki temu od razu wiedziałem, że Rafał Tomaszczuk (niegdyś Agonised By Love) i Andrzej Turaj (God’s Own Medicine) powołują do życia nowy projekt. Wydana w styczniu EP-ka „To Abandon” zapowiadała miks tego, co znamy już z ich macierzystych formacji, a więc romantyczno-artpopowe (bardzo podoba mi się termin „ghost rock”) klimaty z pogranicza gotyku i nowej fali.

Już sam tytuł płyty zapowiada, że będzie poważnie. W końcu „acedia” to wedle Ewagriusza z Pontu „brak troski o własny byt i istnienie”. Od razu zresztą przyznam, że paradoksalnie to te najbardziej patetyczne utwory przypadły mi do gustu. Przede wszystkim orientalizujące „Don’t Go”, które rozwija się powoli w podniosłą pieśń z tekstem z Księgi Koheleta (podnioślej już być nie może, prawda?). Klimat podbudowuje piękna, pianinowa melodia i dziecięce wokalizy. I w zasadzie całkiem logiczną kontynuację tego nastroju stanowi przejmujący „Nie znam więcej” – jedyny w zestawie z polskim tekstem. Zawsze podchodzę do takich kawałków z pewną podejrzliwością, ale tutaj pasuje jak ulał.

„Acedia” to jedna z tych płyt, które najlepsze dania zostawia na sam koniec, ale wcale to nie znaczy, że wcześniej nic godnego uwagi się nie dzieje. Zachwycają delikatnym, nieuchwytnym nastrojem znane już z poprzedniej EP-ki „Cold Summer Day” i „Pale Shade”. Duża w tym zasługa przemyślanych i wielowarstwowych, ale przy tym wcale nieoczywistych aranżacji – dlatego wspominam tę nieuchwytność. Trzeba się uważnie wsłuchać, by wyłapać wszystkie brzmieniowe niuanse, wyraźnie inspirowane artrockowo-ambientową klasyką (Talk Talk, David Gilmour, David Sylvian). To zupełnie inna liga niż taneczny EBM, z którym kojarzone było przede wszystkim Agonised by Love, a pojęcie „beat” w zasadzie tu nie funkcjonuje.

Oczywiście w naturalny sposób budzą się przy tej płycie skojarzenia z dawnym 4AD. Szczególnie w moim kolejnym faworycie, „Everything Was”, gdzie w rolę Lisy Gerard wciela się rewelacyjnymi wokalizami Inga Habiba. Po tym utworze (a jeszcze wcześniej po nowej wersji klasyka „Drzewa” Pornografii) tym bardziej nie mogę się doczekać nowego materiału Lorien. Inny kobiecy głos, który słyszymy na debiucie Hidden By Ivy, należy do Małgorzaty Masłowieckiej, która udziela się w finałowym „My Sad Eyes” (jest też autorką niektórych tekstów).

„Acedia” to bardzo spójna płyta, na której praktycznie każdy utwór przykuwa czymś uwagę. Wszystko spaja w jednolitą całość wyjątkowy klimat, dzięki któremu jest to wymarzona pozycja na jesienne popołudnia oraz długie, zimowe wieczory, które już są coraz bliżej. Cieszę się też, że panowie już myślą nad nowym materiałem – takich płyt nigdy za wiele.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

0 komentarzy do "Hidden By Ivy – Acedia"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *