DHM – Dehumanizacja?

Cold wave, new wave, post punk… Polska scena zawsze stała mocną reprezentacją w tych szufladkach. Wystarczy wspomnieć Siekierę, Made in Poland czy 1984, że o takich mainstreamach jak Republika i Aya RL nie wspomnę. To wszystko jednak dość zamierzchłe czasy – dziś opowiem o czymś nieco świeższym. Puławska grupa DHM zabłysnęła na mapie zimnej krainy u progu XXI wieku dwiema płytami: „Disco Heine Medina” i „Dehumanizacja?”. Na warsztat wezmę tę drugą, z 2005 roku.

Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że choć oficjalna działalność wydawnicza zespołu rozpoczęła się dopiero w 2003 roku, to panowie z DHM mieli już wtedy za sobą barwną historię, sięgającą jeszcze połowy lat osiemdziesiątych i festiwali jarocińskich. Taka atmosfera uderza w tym materiale od pierwszych dźwięków: transowe, mocne gitary a’la Killing Joke, oddalony wokal z pogranicza melodeklamacji, czasem to wszystko podlane zimnym, wczesnokjurowym klawiszem… To, co najbardziej odróżnia „Dehumanizację?” od „Disco Heine Medina”, to produkcja: tym razem kompletnie analogowa, bez użycia komputerów. Wbrew tytułowi, płyta jest przez to bardziej „ludzka”, a i same piosenki tak jakby równiejsze.

Choć wyróżniają się od razu dwa utwory.

„Czy masz coś czego się trzymasz?” otwiera gitara, której nie powstydziłby się Geordie Walker. Do tego transowe bębnienie i linia wokalna – robiąca największe wrażenie, gdy Sanchez posępnie powtarza tytułowe pytanie czy masz coś, czego się trzymasz?. Pod koniec zresztą utwór z mistrzowsko budowanego, grobowego nastroju uderza pełnią szaleństwa. Już tylko dla tego kawałka warto się z DHM zapoznać. Od zupełnie innej strony zachwyca „Nie jestem kontrolowany”, utrzymany w stylistyce polskich nowofalowych przebojów lat osiemdziesiątych. Tu już nie ma tak sugestywnego nastroju, ale wciąż jest niepokojąco: zwłaszcza w refrenie mam złe sny.

Wiecie już więc mniej więcej, czego się tu spodziewać.

Postpunkowych jazd („Papier/popiół?”), killingjoke’owych mantr („Jestem gdzie jestem”), tylko czasem zwalniających („Senny”), cały czas jednak utrzymujących niewesoły klimat. DHM podtrzymali tradycję prezentowania starego materiału w nowej odsłonie i podobnie jak na pierwszej płycie na „Dehumanizacji?” nagrali na nowo dwa stare kawałki. W „Ty wiesz” i „Wybuchu” ważniejszą rolę odgrywają klawisze, które zwłaszcza w tej pierwszej kompozycji tworzą urokliwy, melancholijny nastrój. „Wybuch” z kolei brzmi niczym odrzut z „Outside the Gate” załogi Jaza Colemana (a w zasadzie wtedy już tylko Colemana). Dodajcie sobie do tego wszystkiego intrygujące teksty Sancheza, który otwarcie przyznawał w wywiadach, że poza muzyką i literaturą nie ma żadnych zainteresowań, a swoje poezje publikował m.in. w „Nowej Okolicy Poetów” i „Akcencie”:

jestem jak pies obok ciebie
w dodatku widzę czarno-biało
czarne charaktery
wokół tej bieli która cię zaciera
miłość jest drżącą liną („Na linie”)

mój cień jest dziś szybszy ode mnie
oko biegnie do ciebie i ślepnie
to co konieczne wydaje się być niepotrzebnie
a parszywe to co zwykle święte
jestem senny
zmęczony marszem („Senny”)

Niestety, kolejnych płyt DHM się nie doczekaliśmy – ale panowie wciąż koncertują i nawet prezentują nowy materiał. Polecam śledzić ich Facebooka. A „Dehumanizację?” polecam wszystkim, którym brakuje takiego zimnofalowego, postpunkowego grania, zwłaszcza że krążek można wciąż bez większych problemów kupić.

Dobrego grania w tych klimatach nigdy za wiele.

The following two tabs change content below.
Avatar

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...