Death Grips – Fashion Week

W czasach Internetów popularność ma tysiące imion i może ją zapewnić nawet najbardziej, zdawałoby się, „niepopularna” działalność. Widać to najlepiej po awangardowych artystach, którzy jeszcze dwie dekady temu stanowili obiekt westchnień zaledwie grupy wtajemniczonych fanów, dziś zaś urastają do rangi mainstreamowych bogów. Przykład pierwszy z brzegu? Swans – przypomnijmy: gwiazda tegorocznego Open’era. Kiedyś nie do pomyślenia. Podobnie jak popularność czegoś takiego jak Death Grips.

Nawet jeśli nigdy nie słyszeliście na własne uszy żadnego utworu wykonywanego przez MC Ride’a, jest bardziej niż prawdopodobne, że kojarzycie jego twórczość z miliona internetowych memów czy fanpejdży typu Fajne rzeczy. Eksperymentalny / awangardowy / industrialno-hip-hopowy zespół zaskarbił sobie uznanie fanów już samą bezkompromisową postawą wobec dużej wytwórni, w barwach której debiutował trzy lata temu doskonale przyjętym „The Money Store”. Epic – jak to duża wytwórnia – wolał poczekać z wydaniem kolejnego krążka do następnego roku. Death Grips pokazali swojej firmie środkowy palec, wrzucając kolejny album – głośne „No Love Deep Web” – do Internetów. Już nie wspominam, co się znalazło na okładce tego wydawnictwa.

Szybko jednak okazało się, że MC Ride i spółka nie zamierzają pogrywać wyłącznie z władzami przemysłu muzycznego, ale i z własnymi fanami. Ogłaszanie chwilę później odwoływanych koncertów (w tym wspólnej trasy z Nine Inch Nails), budowanie wokół siebie szumu fałszywymi kontami w serwisach społecznościowych (które potem okazywały się prawdziwe), publikowanie kolejnego materiału, który początkowo był brany za fake – w świecie Death Grips to norma. Apogeum tego szaleństwa osiągnęli w lipcu zeszłego roku, ogłaszając rozwiązanie zespołu. Chwilę wcześniej wrzucili do Internetu EP-kę „Niggas on the Moon” – pierwszą płytę wydawnictwa „The Powers That B” – która po nieco zachowawczym „Government Plates” stanowiła powrót do maksymalnego odjechania, a to za sprawą poszatkowanych sampli wokalu Björk użytych jako tło „muzyczne”. Mimo oficjalnego zakończenia działalności, Death Grips potwierdzili, że druga część „The Powers That B”, równie enigmatycznie zatytułowana „Jenny Death”, ukaże się w późniejszym terminie. Nikogo już chyba jednak nie dziwi, że gotowego (ponoć) materiału nie otrzymaliśmy do dziś, natomiast niespełna pół roku po rozwiązaniu hip-hopowego tria ukazała się jego nowa płyta, „Fashion Week”.

Jak pokazują powyższe przykłady, Death Grips osiągnęli mistrzostwo w dziedzinie internetowego trollingu i nie ma co się dziwić, że wzbudzają zainteresowanie wielu ludzi, którzy wcale nie są zainteresowani ich muzyką. I tutaj „Fashion Week” zdaje się być łaskawym otwarciem furtki dla osób kompletnie obojętnych na awangardowy hip-hop. To dzieło w pełni instrumentalne, pozbawione agresywnych nawijek MC Ride’a, a za sprawą obranego kanału dystrybucji, budzące błyskawiczne skojarzenia z „Ghosts I-IV” Nine Inch Nails. To czternaście krótkich kompozycji, przy których nazywaniu Death Grips kolejny raz postanowili okrutnie zakpić ze swoich fanów. No bo przecież po premierze „Niggas on the Moon”, a zwłaszcza po informacji o rozpadzie projektu, każdego przede wszystkim ciekawiło, kiedy ukaże się ta cała „Jenny Death”. I zapewne wpisywał w Google „jenny death when”. A teraz spójrzcie na tracklistę „Fashion Week”… Czy „Fashion Week” jest odpowiedzią na nurtujące nas pytanie o datę premiery? Dowiemy się już za kilka dni – nowojorski Fashion Week odbywa się w dniach 12-19 lutego.

No dobrze, ale na razie mamy czternaście industrialno-elektronicznych instrumentali. Większość z nich – mimo braku wokalu – ma klasyczną strukturę zwrotkowo-refrenową, w niektórych można dopatrywać się brzmień wykorzystanych na pełnoprawnych płytach. Pozytywne wrażenie robi już otwieracz „Runway J”, mający całkiem przebojowy potencjał. Z kolei pierwszy „Runway H” ze swoim zgrzytliwym „refrenem” mógłby spokojnie robić za podkład na „The Money Store” (nie mylić z drugim „Runway H”, które w kuriozalny sposób łączy syntetyczny chórek z konwencjonalną, gitarową solówką). Pierwszy „Runway E” to apokalipsa poszatkowanych, przesterowanych beatów i zgrzytających sampli, drugi brzmi jak pulsująca kompilacja wystrzałów blasterów z filmów science fiction i dziwacznych flangerów, trzeci to znowuż eksperymentalny IDM. Ten gatunek zresztą na „Fashion Week” powraca co jakiś czas, bo już pierwszy „Runway N” brzmi jak coś klasycznego z wytwórni Warp – spomiędzy Aphex Twina a Boards of Canada. A jeśli już jesteśmy przy podróżach w czasie do lat dziewięćdziesiątych, „Runway N” (to drugie) od razu kojarzy mi się z najmocniejszymi fragmentami albumu „Splinter” Sneaker Pimps, który niedawno Wam przypominałem. Nie ma tu może nic na miarę „Artificial Death in the West” (które pasowałoby na takie wydawnictwo jak ulał), to jednak interesująca i zróżnicowana kolekcja krótkich acz intensywnych tematów.

„Fashion Week” sprawia wrażenie brudnopisu – takiego, w którym powykreślaliśmy najbardziej rażące błędy, poprawiliśmy interpunkcję, wciąż jednak brakuje czegoś, by wydać go oficjalnie. Dość wspomnieć, że zanim ta kolekcja trafiła do bardziej oficjalnych kanałów dystrybucji cyfrowej, przez kilka miesięcy wisiała na Reddicie – po prostu wszyscy uznali ją za fake i nawet nie rozpatrywali w kategoriach dzieła prawdziwego Death Grips… To, co dla jednych będzie największą wadą i brakiem tej płyty – zero wokalu Stefana Burnetta – dla innych może stanowić największą zachętę. Z pewnością jest to bardzo interesująca zapowiedź pełnoprawnego „Jenny Death”. Nie zdziwi mnie, jeśli okaże się, że najciekawsze dopiero przed nami.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *