Dead Astronauts – wywiad

english

Nasza recenzja EP-ki „Dead Astronauts 2.0” dostępna jest tutaj. Dead Astronauts właśnie wydali debiutancki, pełnowymiarowy krążek, do posłuchania i kupienia na Bandcampie.

To co byście radzili mi zrobić, gdybym utknął we śnie, z którego nie da się uciec?

Jared: Znajdź jakiś przytulny kąt, przytul się do atrakcyjnej pani i przeżyj z nią resztę swoich dni… Moment, czy jestem właśnie we śnie?

Hayley: Ha! Postaraj się ze wszystkich sił nie przywołać żadnego demona i skup się na wymyślaniu pięknego krajobrazu, w którym spędzisz resztę dni swego nieprzytomnego życia.

Czym w zasadzie są Dead Astronauts? To tylko duet synthpopowy czy większy projekt artystyczny? O co chodzi z tymi tapetami?

Jared: Jedno i drugie, i jeszcze więcej. Zaczęło się od mojego projektu pobocznego, który następnie ewoluował, by znalazło się w nim miejsce dla Hayley, aż zrobił się z tego projekt dla 20-30 artystów wizualnych z całego świata. Są pośród nich realizatorzy filmów animowanych, rysownicy, pisarze itd. Ale jeśli nie chcemy komplikować, określenie „duet synthpopowy” pasuje. Oficjalnie „zespół” to Hayley i ja, ale pojawia się wiele ruchomych części, które nam pomagają: wspomniani wcześniej artyści, także nasz label – Telefuture – i wielu innych. Chcieliśmy podejść do tego w taki sposób, żeby nie było to tylko doświadczenie muzyczne, ale żeby wspomagały je dzieła wizualne, które pomogą określić tematykę i nastrój. Oczywistym następnym krokiem będzie wideo, jesteśmy więc teraz bardzo podekscytowani możliwością dodania go do ogólnego doświadczenia.

Hayley: Jared ma pełną rację, to zespół (mimo że tylko dwójki ludzi) tworzący dźwięki i wychodzący naprzeciw artystom, którzy dołączają do nich jakieś dzieła plastyczne. Rysownicze doświadczenie Jareda odegrało wielką role w jego wyobrażeniu Dead Astronauts jako coś więcej niż zestaw piosenek. Zawsze postrzegałam obrazy i wideo jako równie ważne elementy estetyki Dead Astronauts, zwłaszcza w kontekście marzeń o występach na żywo. (śmiech)

Coś jest u Was zdecydowanie na rzeczy z kobietami-jeleniami…

Jared: Tak, coś się dzieje w tym temacie. Nieco o jej pochodzeniu zobaczysz na YouTubie. Przez ostatnie dwa lata została taką naszą maskotką. Glenn Arthur i ja stworzyliśmy ją parę lat wcześniej i jakoś tak przylgnęła do nas w trakcie tej podróży. Wspaniale obserwować jak się zmienia w interpretacjach różnych artystów.

Hayley: Persephone to maskotka, która pojawiła się, jak tylko Jared wymyślił nasz zespół. Także nie, nie była w żaden sposób wzorowana na mnie. (śmiech)

W jaki sposób poznaliście się z Hayley?

Jared: Znalazłem ją w sieci za pośrednictwem labelu, dla którego robiłem projekty i branding parę lat wcześniej. Szukałem wokalu wspomagającego do naszej pierwszej piosenki / singla „Favorite Lover” i poprosiłem ją o wypróbowanie kilku pomysłów. Miała coś dla mnie już po kilku dniach, od razu mi się spodobało brzmienie tego, co zrobiła i chwilę potem została najważniejszą częścią Dead Astronauts.

Hayley: Jared poznał mnie przed kogoś, dla kogo od czasu do czasu nagrywałam wokale, i spytał, czy nie zechciałabym zaśpiewać w piosence, która była już wtedy praktycznie gotowa. Byłam zachwycona, że rezultat mu się spodobał i od razu zgodziłam się, gdy zaproponował mi dołączenie do zespołu. Naprawdę podobał mi się styl Dead Astronauts i wydawało się, że to świetna okazja, bym popracowała nad czymś odrobinę ważniejszym niż moje typowe 2-minutowe dema na Soundcloudzie.

Jared, jesteś z Seattle, Hayley jest z Toronto – wiem, że Internety uczyniły nasz świat znacznie mniejszym, ale jak wygląda wasza współpraca? Wysyłasz Hayley jakieś demówki, a ona odsyła ci wokale? Na waszej stronie podpisana jest także jako producent.

Jared: Żeby było zabawniej, tak naprawdę odpowiadam tylko za ułamek produkcji muzycznej Dead Astronauts. Realizuję początkowe pomysły na zasadzie ram dla moich wokali, potem wysyłam je do Hayley, a ona albo aranżuje wokół nich piosenkę, albo ma już jakiś pomysł, do którego dopisuję tekst i dogrywam wokale. Odsyłamy sobie każdy utwór w tę i we w tę, aż jesteśmy z niego zadowoleni. Udzielam wskazówek w trakcie całego procesu, ale sedno produkcji wszystkich utworów to zasługa Hayley.

Hayley: Haha, tak, jesteśmy trochę przeciwieństwem typowego damsko-męskiego duetu synthpopowego. Jared skupia się na pisaniu piosenek, wokalach, nawet na atmosferze, podczas gdy ja zajmuję się produkcją. Oczywiście – tak jak wspomniał – musimy współpracować, aby upewnić się, że w efekcie powstanie coś, z czego oboje będziemy zadowoleni. Jeśli chodzi o wspólne tworzenie utworów, na ogół podsyłam nagranie do posłuchania Jaredowi, a potem rozmawiamy na Skypie w trakcie mojej dalszej pracy. W ten sposób jeśli potrzebujemy jakiejś nowej ścieżki wokalnej albo czegoś takiego, może dodać coś od siebie tu i tam, odesłać mi, a ja to poskładam. Czasami wymaga to niezależnej pracy i opracowywania sporych fragmentów pojedynczo, ale przez większość czasu budujemy piosenki razem.

Wasze utwory są niesamowicie chwytliwe, jest w nich jednak coś mrocznego (np. w „B Side”). Nie chcieliście robić kolejnego radosnego, ejtisowego albumu, prawda?

Jared: Oboje naprawdę kochamy ciemniejszą stronę lat 80., nie chcieliśmy więc robić typowego krążka inspirowanego popem tamtych czasów – chcieliśmy stworzyć coś własnego. Nie określiłbym naszej twórczości “popową”, nie określiłbym jej też “ejtisową”, ale powiedziałbym, że tworzymy muzykę inspirowaną jednym i drugim.

Hayley: Myślę, że pop to dla mnie taka guilty pleasure, ale jednocześnie bardzo chciałabym dołączać do niego mroczną atmosferę. Dead Astronauts to dla mnie doskonałe miejsce na pracę nad ejtisowymi dźwiękami, ale w bardziej współczesnym kontekście, gdzie nie są zbyt słodkie. „B Side” był tak naprawdę naszą pierwszą próbą połączenia synthpopu z delikatnym mrokiem, do którego zachęca mnie na ogół Jared. Jestem znana z tego, że od czasu do czasu dema, które podsyłam, są zbyt „błyszczące”.

Jak wasz pełnowymiarowy album będzie się różnił od tego, co już słyszeliśmy? Będzie więcej takich momentów jak wokale Hayley w finałowym refrenie „In Disguise”? (to mój ulubiony moment na całej EP-ce)

Jared: Nasz pełnowymiarowy album będzie bardziej złożony, zarówno pod względem produkcji jak i wokali. Każda piosenka została napisana i wyprodukowana w innym czasie na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nietrudno więc usłyszeć postęp od jednego utworu do drugiego. Znalazły się tu utwory, w których główną role wokalną gra Hayley, ale i utwory ze mną. Próbowaliśmy to wymieszać, pozostając jednak w stylistyce Dead Astronauts. I zgadzam się, ten fragment „In Disguise” jest wspaniały, do dziś ta piosenka doskonale trafia w punkt pomiędzy popem a ciemną stroną Dead Astronauts.

(“Constellations” ukazało się 16 października zarówno w wydaniu na CD i deluxe, jak i w formie cyfrowej dzięki Telefuture Records.)

Hayley: Nowy krążek trochę u nas przeleżał i bardzo się cieszymy, że wreszcie go wydajemy. Tak jak powiedział Jared, można dostrzec ewolucję utworów – drobne zmiany stylu tu i tam, a nawet zmianę epoki muzycznej. Bardzo mi miło – na nowej płycie na pewno jest taki fragment, nie bój się! Mamy nadzieję, że ludzie będą cieszyć się tym, co zrobiliśmy w takim samym stopniu, jak my cieszyliśmy się podczas tworzenia.

Zdaje się, że darzycie się z Perturbatorem wzajemną miłością. On zremiksował wszystkie wasze kawałki, wy wystąpiliście w absolutnie genialnym kawałku “Minuit” na jego “Dangerous Days”. Opowiedzcie coś więcej o tej współpracy.

Jared: Oboje jesteśmy jego fanami już od jakiegoś czasu. Nie pamiętam dokładnie, jak doszło do naszej współpracy, ale skontaktowaliśmy się z nim w sprawie jednego remiksu na naszą EP-kę. To, co zrobił, tak nam się spodobało, że poprosiliśmy go o zremiksowanie wszystkich czterech utworów, a on – ku naszemu zdziwieniu – wyraził zgodę. Praca z Perturbatorem to sama przyjemność, jest zawsze otwarty na współpracę i pod każdym względem jest świetnym gościem. Mam nadzieję, że wkrótce znowu coś razem zrobimy. I tak, “Minuit” to świetna piosenka, byliśmy bardzo podekscytowani, że pojawimy się na jego albumie. Był to dla nas wręcz zaszczyt.

Hayley: Przyznaję się, jestem jego wierną fanką. Nie mam pojęcia, jak go namówiliśmy na te wszystkie remiksy, zwłaszcza że gdy się z nim kontaktowaliśmy, mieliśmy na koncie dopiero jedną piosenkę. Ale chyba nas za to nie znienawidził, skoro poprosił nas o nagranie wokali do “Minuit”! Cudownie nam się pracowało nad tym utworem, opowiedział nam historię, która miała nam zarysować tekst i ogólny klimat. Od samego początku udzielał nam dużego wsparcia i zdaje się, że jesteśmy ze sobą dość kompatybilni, gdy dochodzi do naszej współpracy. To trochę jak spełnienie marzeń!

Jakieś nowe kawałki z Perturbatorem w planach?

Jared: Na tę chwilę nie, ale bawimy się paroma pomysłami. Na pewno damy ci znać 😉

Hayley: Być może dostałam jakiś kawałek, do którego mam dograć wokale, ale mam nadzieję, że będziemy mogli rozpocząć prace nad kolejnym dziełem Dead Astronauts i Perturbatora już wkrótce!

Są jakieś szanse na to, że usłyszymy kiedyś utwór tylko z Hayley na wokalu? Nie żeby wasze głosy nie brzmiały razem idealnie…

Jared: Tak, na nowej płycie będziemy mieli kilka piosenek z jej wokalem na pierwszym planie.

Hayley: Haha, takie utwory bez wątpienia istnieją. Kilka z nich umieściliśmy na albumie, ale generalnie chcemy utrzymać wokalną równowagę. Poza tym pracuję nad solowym synthpopowym projektem w stylu lat osiemdziesiątych, ale prawdopodobnie nie będzie gotowy na premierę przed 2015 rokiem. Do tego czasu większość moich eksperymentów znajdziecie na Soundcloudzie.

Czujecie się częścią tej całej ejtisowej, retro wave’owej sceny? Zdaje się, że trzymacie się dość blisko siebie: poznałem was dzięki Perturbatorowi, na waszym Facebooku widziałem Le Cassette i Timecop1983… Wkrótce chyba wasza ejtisowa ferajna zawładnie światem?

Jared: Choć uwielbiam lata osiemdziesiąte w muzyce i filmie, lubię patrzeć naprzód, co się wydarzy dalej. Zawsze będziemy czerpać inspirację z tego okresu, ale myślę, że chcemy iść w stronę ewolucji i reinterpretacji.

Hayley: Zdecydowanie, utrzymujemy bliski kontakt z masą wykonawców ze sceny 80s revival i uwielbiamy współpracować z artystami, którzy podzielają naszą miłość do tego nurtu. Ale Jared ma rację, im więcej tworzymy muzyki, tym bardziej się ona zmienia. Wydaje mi się, że chcielibyśmy utrzymać świeżość tego, co robimy, ale to chyba nieuchronna część procesu. Słyszałam już jak elementy tego gatunku wkraczają do mainstreamu, ale to chyba nie stanowi prawdziwego zagrożenia. Byłoby świetnie zobaczyć tych ciężko pracujących artystów, jak stają się rozpoznawalni, ale oczywiście w taki sposób, by nie wpłynęło to negatywnie na ich twórczość.

Skoro jesteśmy przy latach osiemdziesiątych, jaka jest wasza największa guilty pleasure tego okresu? 8-bitowe gry video, filmy klasy B, płyty Duran Duran…?

Jared: Tyle tego jest… Nie mogę wypowiadać się za Hayley, ale dla mnie byliby to Pet Shop Boys i New Order. Dodałbym Depeche Mode, ale to chyba żadna wstydliwa przyjemność, bardziej po prostu przyjemność. Dorastałem przy Pet Shop Boys, a później nauczyłem się doceniać New Order. Tyle wspaniałych zespołów z lat osiemdziesiątych… Ale jeśli mamy mówić o prawdziwych guilty pleasure, to chyba mogę dodać do tej listy Hall & Oates…

Hayley: O, dobre pytanie. Jeśli mamy mówić o prawdziwych, ciężkich przewinieniach, byłoby to połączenie sceny z saksofonistą z „The Lost Boys”, „Baby Judy” The Hawaiian Pups i jeansów z wysokim stanem. Wiem, że ten trend wkrótce umrze, ale nie obchodzi mnie to: są wygodne, rozczulająco nienawidzone przez większość facetów i są jedyną rzeczą, jaką kiedykolwiek założę do krótkiej bluzeczki.

Nasz blog nazywa się “Jeszcze tego nie słyszałeś”. Polecilibyście nam jakichś wykonawców, o których jeszcze nie słyszeliśmy – a powinniśmy?

Jared: W czasach Internetu ciężko znaleźć zespoły, o których nikt nie słyszał, “indie” to już nie to samo co kiedyś. Ale oboje z Hayley pracowaliśmy ostatnio z kilkoma zespołami / producentami nad rozmaitymi projektami, że wymienię: Gost, Timecop1983, Vincent Nuit, Crying Vessel, DJ Ten oraz Diana Gitallog i Pacifico. Dzięki nim macie już przynajmniej kilka dni muzyki do sprawdzenia z głowy. (śmiech)

Hayley: O kurczę! Cóż, Jared wymienił właśnie grupę, o której bym wspomniała. Od siebie dodam Troxum, Miyuki, The Bear and the Sea, no i… Manfred. (śmiech)

Wielkie dzięki! Pozdrowienia z Polski i wszystkiego najlepszego z waszymi następnymi wydawnictwami.

Jared: Doceniamy okazję i wasze wsparcie.

Hayley: Bardzo dziękujemy, że do nas dotarliście, czujemy się tacy kochani! Wam też życzymy wszystkiego najlepszego. 🙂

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *