Boards of Canada – Tomorrow’s Harvest

Trochę już zapomniałem o sztandarowych podopiecznych wytwórni Warp. No kurde, miałem prawo – od „The Campfire Headphase” minęło osiem lat! A ileż można słuchać na repeacie „Chromakey Dreamcoat” na zmianę z „Dayvan Cowboy”. Nikt nie spodziewał się, że wszystko zacznie się tegorocznego Record Store Day. Wtedy właśnie ukazał się limitowany (do, zdaje się, sześciu egzemplarzy) winyl pod wiele mówiącym tytułem „- / – / – / xxxxxx / – / -„. Rzecz okazała się zakodowaną zapowiedzią pełnowymiarowego dzieła i jedynie zalążkiem zagadkowej kampanii promocyjnej. Fanom wreszcie udało się rozszyfrować zagadki i dotrzeć do filmiku, zapowiadającego premierę nowego krążka na 10 czerwca. Potem pojawił się singiel „Reach for the Dead” – i bynajmniej nie zapowiadał, że kolejny niegdysiejszy elektroniczny klasyk będzie teraz nagrywał dla mainstreamu z Pharellem Williamsem. Choć od rozpoczęcia całej zabawy do wspomnianej premiery upłynęło zaledwie jakieś półtora miesiąca, internetowa podjara fanów sięgnęła zenitu.

Dobry otwieracz albumu to połowa sukcesu – „Gemini” sprawdza się w tej roli fantastycznie i od razu nadaje ton całego krążka. Króciutka fanfara a’la wejściówka wytwórni filmowej, chwila niepokojących, piskliwych syntezatorów i wreszcie klawiszowe plamy, godne arcydzieła horroru. Motyw rozwija się i tylko zmusza do pytania: czy to jakiś zaginiony soundtrack Johna Carpentera? Mike Sandison i Marcus Eoin nie kryją zresztą inspiracji: do stworzenia „Tomorrow’s Harvest” inspirowały ich właśnie ścieżki dźwiękowe filmów z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (oprócz Carpentera wymieniają m.in. takie nazwiska jak Fabio Frizzi, Riz Ortolani, Paul Giovanni  czy Stefano Mainetti). Dlatego próżno tu szukać „hiciorów” na miarę „Roygbiv” czy „Music is Math”. To spójna kolekcja powolnych ambientów, bardziej w stronę „Turquoise Hexagon Sun” i „Everything You Do is a Balloon”, tyle że już nie tak ciepła i dużo mroczniejsza niż zwykle.

Brzmienie nowego dzieła Boards of Canada jest też bardziej – żeby to ująć po hipstersku – vintage’owe. Panowie zawsze lubowali się w zniekształconych, staromodnie brzmiących dźwiękach, jednak na potrzeby „Tomorrow’s Harvest” posunęli się jeszcze dalej i specjalnie skompletowali sprzętowe starocia. Zrezygnowali z kolei z samplerów i automatu perkusyjnego, ale nie wyzbyli się zwyczaju przetwarzania dźwięków z otaczającego nas świata (np. w zamykającym krążek „Semena Mertvykh” wykorzystano buczenie głowicy starego magnetowidu). Koncepcja postarzania odbiła się również na samych kompozycjach – wiele z nich zdaje się kończyć nieco przedwcześnie (na co niektórzy narzekają), ale to też zamierzona forma artystycznego wyrazu. Przecież wspomniane już tyle razy ścieżki dźwiękowe z zakurzonych filmów bardzo często składały się z najbardziej atrakcyjnych fragmentów o wiele dłuższych motywów, które pojawiły się w filmie.

Czy jakieś pojedyncze motywy wyróżniają się z tej mrocznej, samotnej wycieczki w czasie? Może „Telepath”, bo to moment, w którym na chwilę wracają charakterystyczne dla Boards of Canada sample z przetworzonym wokalem. Na pewno „Cold Earth” i „Split Your Infinities”, gdzie syntezatorowe melodie są najwyraźniejsze, a delikatnie poupychane w tle IDM-owe loopy sprawiają, że od razu czujemy się jak w domu. Na swój sposób przebojowe jest też terkoczące, wielowarstwowe „New Seeds”, choć to dopiero wstęp do majestatycznego „Come to Dust”. Także jeśli kogoś filmowe klimaty wynudzą, znajdzie tu momenty dla siebie.

Ciężko w tej chwili powiedzieć, czy „Tomorrow’s Harvest” będzie drugim „Geogaddi”. Na pewno to płyta z ciekawym i konsekwentnie wyegzekwowanym pomysłem, a zarazem jeden z najbardziej udanych powrotów tego roku. Jeśli ktoś lubi albumy, przy których można zamknąć oczy i odpłynąć w improwizowany pod ich wpływem film naszej wyobraźni, „Tomorrow’s Harvest” to propozycja dla niego. Postapokaliptyczne, bezkompromisowe kino, przepełnione analogowym nihilizmem czeka.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

3 komentarze do “Boards of Canada – Tomorrow’s Harvest

  1. Pingback: Forest Swords – Engravings | Jeszcze tego nie słyszałeś

  2. Pingback: oOoOO - Without Your Love - Jeszcze tego nie słyszałeś

  3. Pingback: Ben Frost - A U R O R A recenzja na Jeszcze tego nie słyszałeś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *