Autoclav 1.1 – Where Once Were Exit Wounds

Jest taka fantastyczna amerykańska wytwórnia, nazywa się Tympanik Audio. Zrzesza wokół siebie szeroko pojętą scenę elektroniczną: od ambientu, przez IDM i power noise, aż po industrial i darkwave. Jej podopieczni będą zapewne powracali na tego bloga niejednokrotnie. Dziś powiemy sobie o jednym z przedstawicieli bardziej lekkostrawnej części ich katalogu, Autoclav 1.1.

Pod tym stylizowanym na nazwę programu komputerowego pseudonimem kryje się niejaki Tony Young – amerykański DJ, który od 2004 roku zajmuje się też tworzeniem muzyki na własną rękę. Zadebiutował w 2005 roku EP-ką „No Protocol”, a kolejne dwa krążki – „You are My All and More” (2005) i „Visitor Attractions” (2006) – ugruntowały jego pozycję w elektronicznym undergroundzie. Trzeci album, „Love No Longer Lives Here”, nagrał już dla Tympanika. Young przyciągnął uwagę miłośników takich brzmień tym, że w swojej skrajnie syntetycznej muzyce, pełnej industrialnych zgrzytów i nieprzyjemnego noise’u, potrafił w przekonujący sposób zawrzeć element ludzkiej wrażliwości. „Where Once Were Exit Wounds” to płyta, na której tę ludzką stronę najbardziej udało mu się uwypuklić.

Już pierwsze utwory przekonują, że więcej niż IDM-u i industrialu będzie w tej kolekcji po prostu ładnych melodii. „Walk on Empty” i „Taking Blood” doskonale się uzupełniają, odnajdując pośród melancholijnych klawiszy i mechanicznych beatów miejsce dla gitar, a w „Do You Feel Disposable” – nawet dla wokalu! To rzadkość na skalę całego katalogu Tympanik Audio – w tym zdehumanizowanym świecie zimnych dźwięków miejsca na ludzki głos na ogół nie ma. Autoclav 1.1 znalazł je już w otwierającym krążek „When We Woke Up”, gdzie na wstępie słyszymy Rachel Haywire, znaną z solowego projektu Experiment Haywire, a także efemerycznej wytwórni machineKUNT, która miała niegdyś promować kobiety w świecie muzyki elektronicznej. „If Not Something, Anything” to znowu zmiana klimatu: klawisze ustąpiły miejsca post-rockowej gitarze. Najpełniejszą realizacją wszystkich elementów składowych tej płyty jest jednak dopiero cudowny „Tomorrow”. Przetworzona gitara kreśli tło, klawisze wygrywają smutną melodię, syntetyczne smyki wiążą kompozycję w całość. Wszystko jest na swoim miejscu, melancholijny nastrój osiąga apogeum.

Potem już chwila wyciszenia: minimalistyczny „Falling Over Ghosts” z niespiesznym, IDM-owym beatem prowadzi w stronę kawałków bardziej w stylu poprzednich płyt Younga. Maszyny przejmują kontrolę i robią rzeź, nie tolerując żadnych ludzkich emocji. W „An Idiosyncratic Oath” pojawia się jeszcze syntetyczna wokaliza, ale bardziej zapamiętuje się z tego utworu rozdzierające hałasy. Niestety, pod koniec płyta wyraźnie odpuszcza. „Those Opening Hours” to przejażdżka donikąd, a w powoli narastającym „Summer” beat musi nadrabiać brak pomysłu na melodię.

„Where Once Were Exit Wounds” to najdojrzalsze, najbardziej dopracowane dzieło Autoclav 1.1, gdzie artysta znalazł złoty środek między syntetycznymi dźwiękami, a ludzkimi emocjami. Muzyka niby z komputera, ale działająca na emocje jak ta najbardziej „żywa”. Android, który nauczył się tak wiele, że można się w nim zakochać jak w najprawdziwszym człowieku.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

2 komentarze do “Autoclav 1.1 – Where Once Were Exit Wounds

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *