Ashes Divide – Keep Telling Myself It’s Alright

Możecie nie wiedzieć, co to za Ashes Divide, być może nie powie Wam nic nazwisko Billy Howerdel. Ale gdy rzucę hasłem „A Perfect Circle”, na pewno już wszyscy skojarzycie, o co chodzi. Jeśli myślicie, że liderem tego projektu był Maynard „Tool” James „Puscifer” Keenan, to „Keep Telling Myself It’s Alright” jest płytą w sam raz dla Was: wyprowadzi Was z tych błędnych sądów. Mózgiem „Cyrkli” zawsze był właśnie Howerdell.

Wydana po latach spekulacji i zapowiedzi płyta jego solowego projektu stanowi na to najlepszy dowód z możliwych.

Już przy pierwszym kawałku słychać, że robił to człowiek związany z A Perfect Circle: nie ma mowy o żadnych zrzynkach, ale nad płytą unosi się znajomy klimat i charakteryzuje ją podobny rodzaj delikatnego piękna, co dzieła poprzedniej formacji Billy’ego. Nie żeby brakowało gitarowych przebojów: w tej roli doskonale sprawdzają się otwierający album „Stripped Away” czy singlowy „Enemies”. Najważniejszą rolę odgrywają jednak fragmenty wolniejsze. „Denial Waits” to urzekające swoją melancholią cudeńko z pełnym rozżalonej energii refrenem – warto wspomnieć, że jego współkompozytorką jest eks-basistka A Perfect Circle, Paz Lenchantin. W podobnych klimatach utrzymany jest akustyczny „Forever Can Be”, lecz najbardziej poruszający moment krążka stanowi „Too Late” (tutaj z kolei swoje dwa grosze dorzuciła Johnette Napolitano). Wokal Billy’ego budzi tu jeszcze więcej emocji niż w pozostałych utworach, nie sposób też nie zachwycić się przepięknymi atmosphericsami w tle (zasługa Danny’ego Lohnera). A jeszcze jak się zerknie w tekst…

I will not lose you to a world that doesn’t care
To the monsters that would have you
Never surrender you, I always will be there
I will be there to wrap myself around you
I will not lose you to the dark or to the nights
To the terrible machine
Never let you lose your light

If I could separate me from myself, I’d stay away from me
But if you decide I’m wrong, and you can wait that long, don’t fall away from me

Na pierwszy singiel wybrano utwór „The Stone”.

Bardzo słusznie, bo kawałek faktycznie zapada w pamięć i nie jest tak posępny jak zdecydowana większość materiału na „Keep Telling Myself It’s Alright” (możecie sobie próbować to wmawiać zgodnie z tytułem krążka, ale przy tej płycie nic nigdy nie będzie „alright”). Do najmroczniejszych fragmentów zestawu zaliczyć można fortepianową miniaturę „A Wish” wraz z jej rozwinięciem w postaci wręcz sakralnie brzmiącego „Ritual”, a także zamykającą krążek balladę „Sword”, która z jednej strony koi ciepłym brzmieniem smyków, z drugiej zaś tnie bezlitośnie riffami niczym tytułowy miecz. Doskonała kompozycja na zakończenie tego albumu.

Niestety, pośród tych wszystkich perełek znalazły się też dwa ewidentnie odstające utwory: „Defamed” i „The Prey”. Ot, proste gitarowe piosenki pozbawione tego subtelnego klimatu czy wyszukanych pomysłów aranżacyjnych. Nadrabiają za to bonusy z niektórych edycji płyty w postaci remiksów nieocenionego Danny’ego Lohnera (który tak na marginesie całość współprodukował). Jego akustyczna wersja „Denial Waits” przewyższa nawet oryginalną, natomiast agresywniejszy miks „Sword” pozwala nabrać nowego spojrzenia na tę kompozycję.

Szkoda, że Ashes Divide nie zyskało większego rozgłosu.

Mimo tylu lat od premiery mam wrażenie, że wielu nawet najbardziej oddanych miłośników A Perfect Circle nie ma pojęcia o tej płycie. Może wtedy Billy szybciej wziąłby się za kolejne dzieło? Bo do dziś na zapowiedziach się kończy… Tymczasem „Keep Telling Myself It’s Alright” pozostaje wyśmienitą płytą, która bez problemu zdobędzie Wasze serca, jeśli tylko dacie jej szansę. Dla mnie to rzecz dorównująca „Mer de Noms” i „Thirteenth Step”. Fani „Cyrkli” powinni więc być kupieni bez najmniejszych problemów, ale i wyznawcy Maynarda mogą spróbować. W końcu na płycie pojawia się i Keenan – tyle że nie ten stary, a jego wówczas trzynastoletni syn, Devo, który zagrał gościnnie na wiolonczeli.

Tekst ukazał się pierwotnie w portalu rockmetal.pl w listopadzie 2008 roku.

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

0 komentarzy do "Ashes Divide – Keep Telling Myself It’s Alright"Dodaj swój →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *