9 najlepszych płyt: Coil

Coil – od czego zacząć? Często słyszę to pytanie, gdy ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę z jednym z najbardziej fascynujących doświadczeń muzycznych. Pośród setek albumów, singli i kompilacji nietrudno się zgubić. Ale od czego macie nas!

Przez ostatni rok co jakiś czas przedstawiałem Wam moje ulubione albumy Coil – pora zebrać to wszystko w jedno kompleksowe zestawienie. Ciężko będzie o lepszą porę na to niż listopad – smutny miesiąc, w którym obchodzimy rocznice śmierci obu filarów zespołu. John Balance zmarł 13 listopada 2004 roku, natomiast Peter Christopherson – 25 listopada 2010 roku. Poniżej postaram się Wam przedstawić szybki przewodnik po najjaśniejszych punktach dyskografii Coil i jak zwykle dorzucę jakiś smaczek, żeby i doświadczeni wyznawcy tego projektu nie czuli się zawiedzeni. Dla porządku przyjmę kolejność chronologiczną, ale Wy się jej nie musicie trzymać.

Horse Rotorvator

Choć już „Scatology” robiło wrażenie i dawało niezłe pojęcie o dźwiękowej schizofrenii, jaką chcieli odstawiać Balance i Christopherson, to dopiero „Horse Rotorvator” nazwałbym ich pierwszym wspólnym arcydziełem. Szalenie głęboki album, przepełniony niezliczonymi odwołaniami do kontekstów artystycznych, filmowych, historycznych i społecznych. Obok momentów, które wzruszają do łez, zawiera fragmenty prawdziwie przerażające. Emocjonalny rollercoaster i brzmieniowe arcydzieło. Trzeba znać.

The Unreleased Themes for Hellraiser

Znacie horror „Hellraiser” Clive’a Barkera? A wiecie, że początkowo miał wyglądać zupełnie inaczej? O kierunku, w którym oryginalnie pragnął udać się jeden z mistrzów brutalnego horroru, wiele mówi ścieżka dźwiękowa, której chciał użyć. Utarło się mówić, że sam Barker był zbyt przerażony muzyką, którą skomponował do jego filmu Coil, lecz prawda jest o wiele bardziej prozaiczna: po prostu nie zgodzili się na nią producenci filmowi. Nie dziwię się. Motywy Coil to zupełnie niekomercyjne, przerażające dźwięki. W sam raz do czytania chociażby „Księgi krwi”.

Love’s Secret Domain

Jedna z przełomowych płyt Coil, która miała ogromny wpływ na rozwój muzyki elektronicznej początku lat dziewięćdziesiątych. Z piekielnego industrialu panowie skręcili w stronę narkotykowych tripów acid house’u i techno. Wszystko oczywiście w surrealistycznej formie i artystycznym kontekście (piękną okładkę płyty stworzył Steven Stapleton). Choć nie brakuje tu typowego coilowego szaleństwa, znalazło się też miejsce dla… całkiem radiowych przebojów. No bo czemu taki „Windowpane” miałby nie polecieć obok Enigmy?

Gay Man’s Guide to Safer Sex

Coś, czego mogą nie znać i wytrwali wyjadacze, bowiem nigdy nie zostało oficjalnie wydane. Soundtrack do… cóż… filmu instruktażowego dla homoseksualistów. Nie brzmi to może zachęcająco, ale hej! „Ommadawn” Mike’a Oldfielda też kiedyś wykorzystano w jakimś pornosie. I tu mamy podobny przypadek: nie dajcie się zrazić kontekstem, motyw przewodni z tej ścieżki dźwiękowej jest bowiem moim ulubionym utworem Coil. Piękno w najczystszej postaci – najlepiej konsumowane we dwoje (niezależnie od wyznawanej orientacji).

Powyżej zremasterowana przez Polaka, prawdopodobnie najlepsza dostępna wersja. Sami widzicie, że warto śledzić nasz kanał na YouTube!

Musick to Play in the Dark Vol. 1 & 2

Fajnie nagrać genialną płytę. Jeszcze fajniej nagrać kilka genialnych płyt. Ale wiecie, co jest największą sztuką? Co jakiś czas nagrywać zupełnie inne, a wciąż genialne albumy. Nieustannie poszukiwać i definiować swoją twórczość na nowo. Coil był w tym mistrzem. Obie części „Musick to Play in the Dark” stanowiły zupełnie nowy rozdział w jego dyskografii i do dziś są jednym z jej najjaśniejszych punktów. Przekonajcie się sami – kiedyś już je tu szczegółowo opisałem:

Constant Shallowness Leads to Evil

Pokazałem Wam piękno, pokazałem melancholię i sztukę – pora na czyste szaleństwo. „Constant Shallowness Leads to Evil” to jedna z tych eksperymentalnych płyt, od których nie powinno się zaczynać przygody z Coil, ale warto wiedzieć, że coś takiego powstało. Bywają zresztą stany ciała i umysłu, kiedy wypada udać się i w takie rejony dźwiękowe (bo muzyką to ciężko nazwać). O ile „Higher Beings Command” czy „I Am the Green Child” mają jeszcze swój transowo-drone’owy urok (szczególnie w wersjach live), tak najważniejsza na tym wydawnictwie pozostaje 18-utworowa suita „Tunnel of Goats”. Miłośnicy Merzbowa powinni być usatysfakcjonowani – pozostałym radzę chociaż wziąć sobie do serca ostrzeżenie z opakowania:

May Cause Drowsiness – Do Not Play While Driving Or Operating Machinery

Moon’s Milk (In Four Phases)

Nikt nie broni wyznawcom Coil obchodzić święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, ale jeśli chcecie być true, zaznaczcie sobie w kalendarzu cztery daty: przesilenie zimowe, przesilenie letnie i obie równonoce. Balance i Christopherson (a takż William Breeze oraz Drew i Rose McDowallowie) przygotowali osobny singiel na każdą z tych okazji. Każdy doskonale oddaje nastrój odpowiadającej mu porze roku i tylko zachęca do takiego niegroźnego rytuału. „Moon’s Milk” stanowi kompilację wszystkich czterech singli. To na nich pojawiła się m.in. pierwsza wersja „Amethyst Deceivers”.

Black Antlers

Coil na żywo to zupełnie osobne zjawisko, którego już niestety nie doświadczymy. Całe szczęście mamy cały zalew koncertówek, w tym monumentalne wydawnictwo, w którego skład wchodzi aż 16 płyt DVD. Szczególnie dobrze sprawdzał się na koncertach materiał z „Black Antlers” – można sobie porównać zawartość tego krążka z bootlegiem „Selvaggina, Go Back into the Woods”. To doskonały portret tego, jaki wpływ na twórczość Coil wywarło koncertowanie. A jest tu też znana z wcześniejszej wersji Current 93 kołysanka „All the Pretty Little Horses” czy nowa wersja „Teenage Lightning”. Jak na ostatnie studyjne wydawnictwo wydane za życia Johna – pasuje jak ulał.

The Ape of Naples

Na zakończenie płyta, od której powinniście zacząć, jeśli nie jesteście jeszcze w temacie. Wydana pośmiertnie kompilacja… która wcale nie brzmi jak składanka. To skomplikowane, dlatego po szczegóły odsyłam do osobnego tekstu. Tutaj napiszę tylko, że to godne zwieńczenie tak fascynującej kariery i jedna z moich osobistych płyt wszech czasów.

A jakie są Wasze ulubione płyty Coil?

The following two tabs change content below.

rajmund

Lokalny Ojciec Dyrektor, gramatyczny nazista, ejtisowy cyborg, wcale nie hipster. Jarają go szczególnie cyberpunki, rudości, macki, ejtisy i szeroko pojęta elektronika. Bez muzyki umiera, w ciszy wariuje, a jak jeszcze w pobliżu nie ma wi-fi...

Ostatnie wpisy rajmund (zobacz wszystkie)

3 komentarzy do "9 najlepszych płyt: Coil"Dodaj swój →

Dodaj komentarz